PUFOC>>Fakty\Obcy na Blount\
Obcy na wyspie Blount i dziwne "głowy"

Norman R. Chastain, mieszkaniec Jacksonville, z zawodu elektryk kolejowy, pod koniec stycznia 1972 roku, wieczorem w  piątek wieczorem pojechał samochodem  i łódką kabinową w rejon wyspy Blount położonej w ujściu rzeki St. Johns płynącej na wschód od Jacksonville. Chastain był zapalonym wędkarzem i dla niego  Blount była skrawkiem spokojnej wody i miejscem, w którym można jeszcze było złowić dużego czerwonego okonia. Swoją łódź zakotwiczył w odległości 15 metrów od brzegu. Po drugiej stronie wyspy stał na kotwicy pusty statek pasażerski Constitution. W czasie tym była pora przypływu. Noc była spokojna. Czas upływał mu szybko na łowieniu.
Około godziny trzeciej w nocy zauważył niebieskie i pomarańczowe światła nad Narodowym Pomnikiem Fortu Karoliny. Pomyślał, że to zapewne światła ostrzegawcze Mosquita, ale zaraz zmienił zdanie, ponieważ światła te unosiły się na wysokości około 100 metrów nad pomnikiem zmieniając przy tym swój kolor. Zastanawiając się nad tym zjawiskiem uznał to za helikopter policyjny, ale i tym razem nie miał racji, ponieważ nie słyszał żadnego odgłosu.
Nagle światła zaczęły się zbliżać do niego, zatrzymały się na wysokości około 50 metrów nad jego łodzią. Jak dostrzegł Chastain światła znajdowały się na okrągłym obiekcie z kopułą, obiekt ten miał średnice około 25 metrów i wysokość 2,5 metra, kopuła zaś miała wysokość około 1,5 metra. Migające światła znajdowały się na obwodzie obiektu.
- Kiedy zobaczyłem to, wiedziałem, że to UFO, pierwsze w moim życiu, no i byłem oczywiście do pewnego stopnia przestraszony - powiedział. - Nie wiedziałem, co robić, i nie wiedziałem, co to coś może zrobić! Pomyślał, że może wzięto ruchome światła jego łodzi za inny podobnego typu  pojazd. Jego łódź miała zainstalowane błyskające i mrugające światła koloru czerwono-zielonego oraz  białe światło na dziobie. Pojazd unosił się nad jego łodzią przez około 5 minut, aż do czasu kiedy Chastain wyłączył światła na łodzi. Natychmiast obiekt się oddalił. Pomyślał wtedy, że dziwna przygoda się już skończyła. Dopiero teraz zauważył, że przypływ wyrzucił jego łódź na brzeg. Zeskoczył na brzeg wyspy i poszedł szukać drewnianego drąga, aby zepchnąć łódź na głębsze wody. Ze sobą zabrał latarkę, którą świecił sobie pod nogi Gdy znalazł odpowiedni drąg udał się w powrotną drogę.
- Zatrzymałem się w odległości około 25 metrów od łodzi, aby odsapnąć przez chwilę, jako że drąg był ciężki - powiedział. - Uniosłem znad ziemi światło latarki, aby sprawdzić, czy łódź nadal tkwi w przybrzeżnym mule, i wówczas dostrzegłem na skraju zarośli najdziwniejsze stworzenie, jakie można tylko sobie wyobrazić!
Była to obca istota ubrana w obcisły strój ciemno-srebrzystego koloru i lekko święcący. Stała w wysokich do pasa zaroślach, miała 1,5-1,7 metra wzrostu, krótkie ręce i dużą głowę z wąskimi uszami i lekko zaostrzonym podbródkiem, miała lekko otwarte, wyraźne usta, nieproporcjonalnie duże, wypukłe oczy, które w świetle latarki sprawiały wrażenie szklanych. - Zupełnie nie przypominała człowieka! - powiedział Chastain.
Przez dłuższą chwilę przyglądali się sobie. Nagle istota podniosła lewą rękę, w której trzymała dziwny przyrząd o średnicy 10 centymetrów. Nastąpił błysk białego światła, który niemal go oślepił. Jego ciało zaczął ogarniać paraliż rozprzestrzeniający się od szyi w dół całego ciała.
- Zataczałem się nie mogąc ustać na nogach, w związku z czym położyłem się w wysokiej trawie. Ręce i nogi zdrętwiały mi i stały się bezwładne, tak jak to się czasami dzieje po dłuższym ucisku którejś z kończyn. Chciałem wołać o pomoc, mając nadzieję, że jest jeszcze ktoś na wyspie oprócz mnie i że będzie mógł mi przyjść z pomocą, lecz po namyśle uznałem, że lepiej będzie jednak leżeć cicho, ponieważ przyszło mi na myśl, że to do diabła podobne stworzenie mogłoby podejść do mnie i mnie wykończyć.
Po tym, jak jasny błysk z broni tej istoty oświetlił mu twarz, do włosów i jego ubrania przylgnął bardzo silny, przyprawiający o nudności smród, który „był znacznie silniejszy od smrodu wydzielanego przez skunksa”.
- Przez pierwszą godzinę myślałem, że zginę, ale cały czas modliłem się. W końcu paraliż zaczął ustępować. Stanąłem na czworaka i poczołgałem się do łodzi. Nazajutrz, około południa, osłabienie ustąpiło i znowu mogłem chodzić. Dzień był ciepły. Zobaczyłem łódkę na wodzie - kołysała się w odległości około 15 metrów od brzegu. Drzwi do kabiny były otwarte, a w środku nie było nikogo.
Nie umiał pozbyć się tego smrodu, wymył włosy środkiem dezynfekcyjnym, a w drodze do domu wyrzucił ubranie od przydrożnego rowu. Czuł się prawie normalnie z wyjątkiem uczucia szczególnej lekkości, tak jakby unosił się w powietrzu. Jego dziwny wygląd i zachowanie nie uszły uwadze jego żony.
- Co z tobą, Norman? - zapytała jego żona, kiedy wszedł do domu. - Co się stało?
Nie chciał jej niepokoić opowiadaniem szczegółów swojej przerażającej przygody, ponieważ była lekko schorowana.
- Nałgałem jej trochę. Powiedziałem, że były duże fale i dostałem morskiej choroby. Co więcej, nie powiedziałem o tym zdarzeniu nikomu, ponieważ bałem się, że mnie wyśmieją lub pomyślą, że dostałem bzika!
Nie zdawał sobie sprawy, że to nie koniec tej niezwykłej przygody. Następnego dnia udał się  do lekarza zrobić na wszelki wypadek badania kontrolne, bojąc się, że to światło, którym został porażony, mogło dokonać jakichś trwałych uszkodzeń w jego organizmie albo że ten paraliż mógł być wynikiem lekkiego zawału serca. Lekarz uznał, że jest całkowicie zdrowy. Wrócił na wyspę poszukując jakiś śladów, które by mogły potwierdzić tamte przeżycie. Niestety nic nie znalazł. Drewniany drąg leżał tam , gdzie go ostatnio zostawił. Wrócił do pracy, zachowując się normalnie.
Nocami zaczęły się mu śnić dziwne rzeczy, mianowicie obca planeta zamieszkiwana przez dziwne istoty. Nikomu nic o tym nie wspomniał, podobnie jak o wydarzeniu na wyspie Blount.
Niezbite dowody na autentyczność jego przeżycia ujawniły się  po trzech dniach od obserwacji i co najciekawsze na jego działce położonej z tyłu za domem. Był koniec stycznia 1972 roku. W pewnej chwili ze snu wyrwał go grzmot pioruna.
- Padało i błyskało, a potem ten sam niesamowity odór, który czułem wtedy, gdy zostałem porażony tamtym światłem, zaczął wlewać się przez okno sypialni. Wyskoczyłem z łóżka, aby je zamknąć, a następnie chwyciłem za broń i nie zasnąłem już do rana, wsłuchując się i węsząc, czy nie dochodzi do mnie ten mdlący smród. Zastanawiałem się, czy było możliwe, aby ta istota mogła mnie zlokalizować po tym, jak opuściłem wyspę.
Tej burzliwej nocy wstawał wiele razy i podchodził do okna, aby zerknąć przez nie. Rankiem szybko się  ubrał się i z bronią w ręku ostrożnie uchylił drzwi prowadzące na tył domu, skąd dochodził odór. To, co zobaczył, sprawiło, że przez chwilę wydawało mu się, że postradał zmysły. Tuż za Sea Camper wyrastał z ziemi rząd „głów” cielistego koloru. Wyglądało to jak scena z filmu z gatunku horrorów. Wszystkie te „rośliny” przypominały kształtem obcą istotę, którą spotkał na wyspie, i wydzielały ten sam odór! Trzy z piętnastocentymetrowych głów miały otwarte usta i oczodoły wypełnione białą substancją wyglądającą jak lukier. Wydawały się być wykształcone do końca, podczas gdy dwie pozostałe, mniejsze, przypominały „nowo narodzone niemowlęta z zamkniętymi oczyma”. Przeszył go dreszcz, spojrzał na niebo, a potem na ziemię w poszukiwaniu statku kosmicznego i innych roślin, lecz niczego niezwykłego więcej nie zobaczył. Chciał aby, któryś z sąsiadów to zobaczył, ale żadnego z nich nie zastał w domu, ponieważ pojechali już do pracy. Wrócił do domu, chwycił łopatę i wykopał dwie z większych głów oraz obie mniejsze, po czym wyrzucił je na pobliskie wysypisko śmieci. Następnie zawołał żonę i powiedział jej, aby wyszła z nim na tylne podwórze.
- Mój Boże, to wygląda jak z innego świata! - powiedziała całkowicie zaskoczona.
Postanowił opowiedzieć jej o swojej przygodzie na wyspie Blount, lecz w ostatniej chwili zrezygnował ze względu na stan jej zdrowia, ponieważ zaczęła okazywać jej pierwsze objawy pod wpływem panującego wokół smrodu.
- Idź do domu i wezwij policję! - powiedział do niej. - Powiedz im, że coś dziwnego rośnie na naszym podwórzu za domem.
- A oni powiedzą, że jestem pijana lub stuknięta, kiedy im to opiszę. Różowy diabeł o wielkich oczach, spiczastych uszach i okrągłych ustach i że wydobywa się z niego smród na całe sąsiedztwo? - odrzekła.
Przyznał żonie rację, ale chciał, aby ktoś inny też to zobaczył. Wziął łopatę i wykopał pozostałe rośliny, następnie wsiadł do samochodu i pojechał do siedziby gazety w Jacksonville z jedną „głową” na podłodze z przodu samochodu.
- Musiałem jechać z głową wystawioną na zewnątrz samochodu, ponieważ ten smród wręcz mnie obezwładniał - powiedział. - Kręciło mi się w głowie i zaczęło ogarniać mnie to samo uczucie bezsiły, które opanowało mnie na wyspie. Bałem się, że ogarnie mnie paraliż, zanim dotrę do siedziby gazety.
Wiele nie brakowało, aby zderzył się z innym samochodem. Gdy silnie zahamował "głowa" uderzyła o ostra krawędź i zaczęła z niej wypływać czerwona substancja przypominająca krew.
Opowiedział o roślinie redaktorowi gazety, nie wspominając o przygodzie na wyspie. Redaktor spojrzał na niego podejrzliwie.
- To wszystko prawda, czy też golnął Pan sobie co nieco?

- Jestem niepijący - odrzekł Chastain - ale ta rzecz, która jest teraz w moim samochodzie, odurzyła mnie swoim odorem!
Zaraz udali się do samochodu z grupą reporterów. Jeden z nich oglądając "głowę" rzekł: - Zajrzyjcie jej do ust! To ma nawet małe zęby!
Żaden z redaktorów nie mógł zidentyfikować tego, ponieważ nigdy czegoś takiego nie widzieli.
Chastain udał się do Seaboard Coast Line Railroad Company, gdzie również żaden z jego współpracowników nie mógł tego czegoś zidentyfikować. Na widok „głowy” brygadzista John Ellis powiedział: - Mój Boże, czy to to tak śmierdzi?
- Spójrzcie na tę czerwoną substancję wyciekającą z tyłu głowy! - powiedział hydraulik Clyde Schramm.
Po kilkudziesięciu godzinach "głowy" skurczyły się do rozmiarów piłek kauczukowych, podobnie jak te, które Chastain wkopał z powrotem w miejscu, w którym poprzednio rosły, aby zobaczyć, co będzie dalej, ale nic już nie wyrosło.

W kilku laboratoriach są podawane różnym testom i badaniom próbki gruntu, pobrane z różnych głębokości, z podwórza Chastina oraz z wyspy.
Badania wstępne wykazały, że ziemia z podwórza zawiera fungi hyphae, czyli włókna korzeni grzybów, i jest nadzieja, że znajdujące się w niej zarodniki rozwiną się w komorze wilgotnościowej ustawionej na warunki podobne do tych, które panowały w nocy poprzedzającej ich wzrost.

Czym one są?
Może pozaziemskimi zarodnikami zasianymi w ziemskiej glebie?
Warto zastanowić się również nad innymi możliwymi hipotezami. Jedną ze wskazówek może być silny fetor wydzielany przez „głowy”.

Luis C.C. Krieger w "Przewodniku po grzybach" pisze, że cała gama grzybów pod nazwą "stinkhorns" „śmierdziorożki”) wydziela „nieznośny smród przypominający zapach sera «Limburger» zwielokrotniony do n-tej potęgi". Odór ten przywabia muchy, które roznoszą następnie na swoich ciała ich zarodniki. Muchy składają na nich jajeczka, dzięki czemu ich larwy wgryzając się w ich tkanki mają dostęp do pokarmu. Powstałe w tkance śmierdziorożków w wyniku ich żerowania kanaliki tworzą różnorodne wzory, zaś niektóre z nich wydzielają po ich nacięciu lub rozdarciu czerwoną, podobną do krwi ciecz. Czy wyklucza to jakikolwiek związek między obcą istotą z wyspy a dziwacznymi roślinami na podwórzu Chastaina? Może świadek po prostu wdepnął w kolonię śmierdziorożków na wyspie, przeniósł na swoich butach lub ciele ich zarodniki do swojego domu, gdzie następnie, kilkanaście dni później, wyrosły one z ziemi dzięki sprzyjającym warunkom atmosferycznym.
Specjaliści pracujący nad tym przypadkiem nie mogą dojść do wspólnych wniosków. Prawdopodobieństwo, że czerwie zjedzą dokładnie ten sam rodzaj śmierdzioróżka można by nazwać zbiegiem okoliczności, lecz szansa, że zostaną one zjedzone w dokładnie ten sam sposób, w wyniku czego uzyskają ten sam kształt, wyraża się ułamkiem, w którego mianowniku jest liczba astronomicznie wielka. Szansa, że grzyby mogłyby przyjąć kształt przypominający istotę z wyspy, jest również znikoma. Interesujące jest to, że "głowy" wyrosły w pobliżu miejsca, w którym Chastain spuścił wodę z Sea Camper, która być może została napromieniowana przez unoszącego się nad łódką NOLa.