PUFOC>>Fakty\Testy w Szumie\
Kosmiczne testy w Szumie

20 września 1979 dwaj mieszkańcy Sztumu poddani zostali podobnemu wymyślnemu „testowi” na inteligencję. Tak przynajmniej wynika z relacji dwóch młodych mężczyzn, którzy doświadczyli tego niezwykłego przeżycia – elektronika Mirosława G. oraz instruktora teatralnego Krzysztofa K.. Zdumiewające przy tym jest, że zdarzenie to miało miejsce w podobnych okolicznościach i warunkach, niemalże w centrum miasta na terenie ogródków działkowych położonych między ulicą Sienkiewicza, a dworcem kolejowym w Sztumie.
Była godzina około 21.00 wieczorem, gdy po skończonej pracy na działce Mirosław G. mył w ogrodzie łopatę, a jego kolega siedział w altanie paląc papierosa. „Pochyliłem się właśnie nad kranem, aby napić się wody” – powiedział Mirosław G. – „Wypiłem jeden łyk wody, lecz drugiego już nie mogłem przełknąć, gdyż nagle poczułem ucisk spowodowany jakimś niesamowitym dźwiękiem i dławienie w krtani. Kątem oka dostrzegłem coś metalicznego i pomyślałem, że to samolot opada. Nie namyślając się, rzuciłem się na ziemię, chroniąc głowę łopatą, i padając, krzyknąłem: 'Krzychu, uważaj!' ”.
Spodziewana katastrofa i związany z nią łoskot spadającego samolotu nie nastąpiły. Dookoła panowała wyjątkowa cisza, tak niezwykła, że nie było słychać najmniejszego szmeru. Mirosław G. powoli uniósł głowę i na wysokości około 6 metrów nad ziemią ujrzał wolno opadający dziwny obiekt – zwrócone do siebie podstawami dwa trójkąty z „łącznikiem” w kształcie krzyża. Całość tworzyła przestrzenną bryłę o obłych kształtach długości około 20 metrów, która zasłoniła sobą niemal całą powierzchnię działki. Srebrzystoszare metaliczne monstrum zawirowało wokół własnej osi i przybrało kształt nieco spłaszczonej „sfery” przypominającej „spodek”.
W tym czasie Krzysztof K. zaalarmowany krzykiem kolegi wstał i podszedł do drzwi altanki: „Usłyszałem brzmiący ostrzegawczo krzyk kolegi i pomyślałem: 'Co tu na działkach może się wydarzyć?' Podchodząc do otwartych drzwi natychmiast ujrzałem coś na kształt mocno świecącego okręgu. Obniżał się on nie zmieniając kształtu, a powinien przybrać formę elipsy. Byłem zaskoczony tym widokiem, ale nie bałem się. Widząc unoszącego się powoli Mirka, przestąpiłem próg altanki i szedłem w jego kierunku. Podszedłem może dwa kroki i idąc za Mirkiem wszedłem w coś mlecznoróżowawego, jakby mgłę. Zrobiło się bardzo jasno, otaczały nas jakby ściany z mlecznego, metalowego szkła, ale bez załamań. Pod stopami nie było nic widać, ziemia i wszystko dookoła nagle znikło. Mgła była gęsta, ale przejrzysta, widziałem wyraźnie Mirka, który podobnie jak ja rozglądał się ze zdziwieniem i jakby z obawą, ale nie odzywał się. Ja też milczałem, jakbym nie odczuwał potrzeby dzielenia się z nikim swoimi wrażeniami. Z drugiej jednak strony bałem się, czułem w sobie jakiś wewnętrzny irracjonalny opór wywołany chyba obawą przed czymś nieznanym. Drżały mi nogi, a w głowie czułem jakiś obezwładniający przeraźliwy dźwięk, coś w rodzaju pisku, który po chwili nieco zelżał, przestał być natarczywy. Czułem, że ktoś wywiera na mnie presję, coś w rodzaju psychicznego nacisku. Podejrzewam, że w jakiś dziwny sposób zostałem zmuszony do wejścia w tę mgłę, w coś w rodzaju waty, która wprawdzie nie krępowała ruchów ciała, ale jednak oddziaływała obezwładniająco. Nie chcąc tego, byłem zmuszony poddać się temu dziwnemu naciskowi”.
Mirosław G. odniósł podobne wrażenie, jego głowę również wypełniał dźwięk o wysokiej częstotliwości przypominający – jak to określił – zgrzyt styropianu po szkle bądź pisk hamulców. „Poczułem nagle, że działa na mnie jakaś potężna siła, której nie mogłem się przeciwstawić. Nogi ugięły się pode mną w kolanach, a głowa bezsilnie opadła w dół. Głowę miałem wciśniętą w ramiona, a szczęka została mocno przyciśnięta do piersi. Trwało to jednak krótką chwilę i równie nagle minęło”.
Krzysztof K. nie odczuł aż tak przemożnego wpływu tajemniczej mocy i był zaskoczony reakcją swojego kolegi. Jego zachowanie się i dziwnie zmienione, jakby poddane wielkiemu napięciu rysy twarzy sprawiały wrażenie, że został poddany silnemu ciążeniu. Jego ciało znajdowało się w takiej pozycji, że powinien stracić równowagę. Trwało to jednak bardzo krótko. Niewykluczone że nieco inne reakcje i zachowanie się obu mężczyzn wywołane wpływem nieznanej siły były odbiciem różnicy ich cech psychofizycznych bądź też wynikały z potrzeby poddania ich różnym „testom”. Świadczy o tym dalszy przebieg zdarzenia, z którego wynika, że ich myśli były zupełnie odmienne.
„Pisk jakby zelżał” – opowiadał Krzysztof K. – „Wciąż chwiałem się na nogach i wtedy dostrzegłem obok siebie kilka prostopadłościanów-sześcianów – nie odcinających się od mgły przedmiotów, ale jakby miejscowych jej zagęstnień, jakby tylko uformowanych z niej kształtów. Spróbowałem się o nie oprzeć, były twarde, więc odchyliłem się do tyłu i usiadłem. Czułem się, jakbym siedział w najwygodniejszym fotelu. Strach minął i ogarnęło mnie dziwne uczucie, coś w rodzaju ekscytacji. Jednocześnie mój mózg zaczęły atakować różne pojęcia, z którymi na ogół nie spotykałem się w codziennym życiu. Powstawały wewnątrz mnie, ale nie były przeze mnie tworzone. Te myślowe odpowiedniki nazw pochodziły głównie z dziedziny nauk ścisłych, nie potrafię nawet ich sobie przypomnieć. Napływały błyskawicznie, a jednocześnie coś zmuszało mnie do zdwojonego wysiłku, bym szybko, bez namysłu nazywał je słowami. Pojęcia te zewsząd napierały na mój mózg, bez chwili wytchnienia. Tak, jakby nagle otworzył się worek pełen najróżniejszych pojęć, które bez ładu i składu wciskały się do mojego mózgu jak przez jakąś przepustnicę, a ja próbowałem je określić, nazwać. W końcu poczułem, że wszystko traci ostrość, zlewa się, zamazuje. Doznałem wrażenia, jakbym widział przelewające się niezwykłe kolory, ale nie oglądałem ich oczami, tylko jakby wewnątrz mnie 'wyświetlano' obrazy i wreszcie otoczyła mnie szarość. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że mam wreszcie odblokowaną świadomość, mogę myśleć sam, po swojemu”. W przeciwieństwie do biernej postawy, jaka cechowała Krzysztofa K., Mirosław G. od początku był wyjątkowo aktywny. „Poczułem się nagle lepiej. Działanie nieznośnej siły ustało. Uświadomiłem sobie, że wokoło jest cisza i poczułem ulgę. Nareszcie stałem o własnych siłach, wyprostowany i odprężony, w dobrym nastroju. Pomyślałem: 'To na pewno UFO! Skoro tu jestem, to cześć! Witajcie!' Nagle zdałem sobie sprawę, że przecież nikogo nie widzę i zapewne nie usłyszę też odpowiedzi. Mimo to, wciąż w myślach, zadałem pytanie: 'Kim wy jesteście? Co wy sobą przedstawiacie?' Wciąż była cisza, nie otrzymywałem żadnej odpowiedzi. Zadałem następne pytanie, jakie przyszło mi do głowy: 'Co wy wiecie o półprzewodnikach? o układach scalonych?' Tym razem usłyszałem wyraźną odpowiedź: 'Nic'. To na pewno nie były moje myśli, to nie ja odpowiadałem sobie. Jestem elektronikiem i znam te sprawy. To nie ja udzielałem odpowiedzi, ale ktoś... Nie wiem, kto. Z kolei pytałem: 'Co wy możecie powiedzieć o materii?' 'Jest przenikliwa' – usłyszałem. To 'coś', z czym 'rozmawiałem', zmusiło mnie do odwrócenia się. Musiałem się pochylić i oparłem o 'coś' ręce. Usłyszałem pytanie: 'Co to jest?' W dole, we mgle ujrzałem coś w rodzaju ekranu, który nie wiadomo, skąd się wziął. Widziałem charakterystyczny układ jezior, poznałem Sztum z pewnej, niezbyt dużej wysokości. Odpowiedziałem: 'To jest miasto – osiedle'. Nie wiem, dlaczego nie powiedziałem, że widzę Sztum? Sam się nad tym zastanawiałem i nie potrafię tego sensownie uzasadnić. Następnie odwróciłem się w stronę Krzysztofa i zobaczyłem, jak spada on z czegoś, na czym najwyraźniej siedział. Upadł tak, jakby wyrwano spod niego stołek. Ja również poczułem wstrząs, jakbym z niewielkiego stopnia zeskoczył na ziemię".