PUFOC>>MIB\Spotkania\
Przypadki i spotkania z MIBami

Jedno ze spotkań opisał znany amerykański ufolog Albert K. Bender w swojej książce pt. 'Flying Saucers and the Three Men' ('Latające spodki i trzej mężczyźni') wydanej w 1962 r. przez Paperback Library w Nowym Jorku. Co najdziwniejsze spotkanie to nastąpiło nie jak w większości przypadków po obserwacji UFO, lecz po wysłaniu przez Bendera listu o tematyce ufologicznej do przyjaciela. Zaledwie po kilku dniach od wysłania korespondencji zjawili się u niego trzej czarno ubrani panowie i pokazując mu jego własny list rozpoczęli rozmowę o koncepcjach Bendera. Z rozmowy tej autor wywnioskował, że goście nie tylko zgadzają się zasadniczo z jego koncepcją, ale ponadto dysponują olbrzymią liczbą nie znanych przezeń faktów i szczegółów dotyczących budowy, roli i pochodzenia UFO. Wiadomości te podobno dla autora książki okazały się do tego stopnia szokujące, iż... popadł on w ciężką chorobę nerwową. Trzej czarno ubrani panowie przekonali go ponadto, iż przedwczesne ujawnienie tajemnic dotyczących UFO mogłoby doprowadzić do załamania wszelkich struktur społecznych i państwowych na całym naszym globie i zażądali w związku z tym od autora kategorycznego milczenia na ten temat. Bender nie zabierał głosu przez ponad dziewięć lat - od 1953 r. (wtedy nastąpiło spotkanie) do 1962, czyli roku wydania książki.

W listopadzie 1957 r. Donald Dodge zetknął się z UFO na szosie w pobliżu Valparaiso (stan Indiana). Za poradą swego kuzyna, amerykańskiego ufologa F. Edwardsa, narysował możliwie szczegółowo widziany obiekt, po czym zawiadomił o tym miejscową prasę. Zaraz następnego dnia zjawili się u niego dwaj oficerowie kontrwywiadu z Chicago, szczegółowo go przesłuchiwali, zabrali rysunek, po czym oświadczyli mu prosto w oczy, że była to jakaś halucynacja.


12 stycznia 1965 r. na pewnej farmie w pobliżu Custer (stan Washington) wylądował jarzący się pojazd. W chwilę później na oczach całej rodziny właściciela farmy NOL wystartował pozostawiając jednak po sobie okrągły, wytopiony w śniegu ślad. Już kilka godzin później zjawili się u farmera przedstawiciele lotnictwa (prawdopodobnie z pobliskiego lotniska wojskowego Blaine), którzy pod pretekstem radioaktywności śladu kazali go natychmiast zaorać, a następnie zażądali od farmera zachowania ścisłej tajemnicy o całym wypadku.


Pewnego słonecznego styczniowego popołudnia 1967 roku uczeń Reed Thompson wykonał fantastyczne zdjęcie NOLa. Zdjęcie zostało wykonane, gdy NOL przelatywał powoli między drzewami jakieś 32 stopy (9,6 m) od jego domu. Trasę jego przelotu wyznaczały później uschnięte gałęzie drzew. Reed doznał w czasie tego wydarzenia luki w czasie, a później miał problemy z krwawieniem z nosa.
Pewnego ciepłego kwietniowego dnia 1973 roku dwa chude, groteskowo wyglądające indywidua wkroczyły do sklepu Reeda z częściami samochodowymi w Milanie w stanie Indiana. Pies Reeda, owczarek, podwinął ogon i skulił się przerażony w kącie. Część klientów, którzy znajdowali się w tym czasie w sklepie, nie pamięta tego wydarzenia. Istoty ubrane były w sportowe ubrania i miały na rękach grube rękawice. Tym, co zwracało uwagę, były ich twarze. Reporter miejscowej gazety wymyślił na ich określenie zwrot "plastykowe twarze". Jeden z osobników, mówiący monotonnym, mechanicznym głosem, orientował się doskonale, kiedy Reed wykonał zdjęcie NOLa. Zażądał od niego natychmiastowego wydania zarówno zdjęcia, jak i negatywu. Reed, który był uparty, stwierdził, że zdjęcie znajduje się w bankowym sejfie i tam pozostanie. "Plastykowa twarz" stwierdził, że to nic nie szkodzi, że i tak je dostaną. W międzyczasie mężczyzna nazwiskiem Craft wybiegł na zewnątrz sklepu, aby zobaczyć, jakim samochodem przybyli ci dziwacy. Był to jasnożółty Buick LeSabre z 1969 roku. Patrząc przez przyciemnione szkło okien zdumiony Craft zobaczył, że samochód nie ma ani kierownicy, ani siedzeń. Kiedy obaj osobnicy zbliżyli się do samochodu, Craft otarł się łokciem o jednego z nich, co najwyraźniej ich zaniepokoiło. (Craft zmarł dwa lata później i mimo dwukrotnej sekcji zwłok nie udało się ustalić przyczyny jego nagłej śmierci).
Reed sądził, że jego dziwni goście odczepili się od niego, lecz kiedy jechał do warsztatu spawalniczego w Versailles, doszło do zwariowanego wyścigu, po tym jak jego "prześladowcy" pojawili się kilka cali przed zderzakiem jego samochodu. Kiedy zatrzymał się przy warsztacie, "plastykowe twarze" zaparkowały tuż za nim i niczym cienie ruszyły w ślad za nim. Gdy Reed otwierał drzwi warsztatu, z jego wnętrza padł błysk światła łuku spawalniczego. Reed rozejrzał się dookoła i spostrzegł, że nie ciesząca się jego sympatią para i jej samochód zniknęli.
Reed Thompson ma swój udział w zjawisku wzięć. Jego wzięcia i uwolnienia były niezwykłe. Nosi na swoim ciele łyżeczkowe znamiona i ślady nakłuć; pamięta twarze Szaraków; doznał utrat energii i ogólnie biorąc ma pecha. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że spokojne Milan i okoliczne drogi nie są miejscem, gdzie można by się spodziewać wielkich czarnych Cadillacków i Lincolnów, lecz Reed i jego przyjaciele często widywali je jadące w pewnej odległości za nimi. Reedowi nigdy nie przyszło do głowy, że jego prześladowcy mogą objawiać się w takiej postaci, dopóki mu tego nie powiedziałem. Nalegałem na niego, aby udostępnił mi swoje zdjęcie UFO i ustawił je w charakterze zabezpieczenia na szafce przy łóżku swoim i swoich bliskich. Wyglądało na to, że MIB-y zawsze przeciwstawiały się mojej obecności na scenie wydarzeń i to na różne sposoby, lecz jak na razie nadal jestem cały i zdrowy.


Najdziwniejsze i najlepiej znane incydenty z udziałem ludzi w czerni miały miejsce po incydencie w Maine w 1975 roku. Sześć miesięcy później do miejscowego lekarza, dr. Herberta Hopkinsa, zadzwonił jakiś mężczyzna, który przedstawił się jako wiceprezes pewnej organizacji ufologicznej. Rozmówca słyszał, że Hopkins rozmawiał ze Stephensem i Grayem i spytał, czy mógłby przyjść i pomówić o tym przypadku. Hopkins wyraził zgodę i dosłownie w ciągu kilku sekund- o wiele szybciej niż to możliwe- mężczyzna ów zjawił się przed drzwiami doktora. Ten wpuścił gościa do domu, z pewnych powodów nie pytając nawet o nazwisko.
Obcy wyglądał, jak "właściciel zakładu pogrzebowego". Nosił świeżo uprasowany garnitur, a gdy zdjął (czarny, rzecz jasna) kapelusz, Hopkins stwierdził, że jest nie tylko łysy, lecz nie ma także brwi ani rzęs. Twarz była biała, usta mocno czerwone, a głos płaski i monotonny. W pewnej chwili, gdy doktor mówił, przybysz potarł twarz dłonią w rękawiczce i Hopkins ujrzał ze zdumieniem, że na powierzchni rękawiczki pozostały ślady jakiegoś mazidła. Mężczyzna używał szminki.
Potem nastąpiły groźby. Najpierw gość Hopkinsa wykonał kuglarską sztuczkę, dematerializując monetę, którą doktor trzymał w ręku, i mówiąc: "Nikt na tej płasz-czyźnie więcej już tej monety nie zobaczy". Następnie polecił Hopkinsowi zniszczyć wszystkie nagrania oraz notatki ze spotkań z Stephensem i Grayem. Zagroził, że jeśli doktor nie posłucha, jego serce zniknie w taki sam sposób, jak moneta.
Hopkins wspomina: "Gdy wypowiadał ostatnie zdanie, zauważyłem, że mówi coraz wolniej. Trochę niepewnie wstał i bardzo powoli powiedział: "Moja energia się wyczerpuje. Muszę już iść. Do widzenia". Poruszając się jak drewniana marionetka, mężczyzna ów wyszedł z domu i podążył w kierunku jasnego światła na podjeździe. Hopkins nigdy go już więcej nie widział.


23 października 1976 r. nad drogą nr 123 w miejscowości Vienna w stanie Wirginia ukazał się na chwilę pojazd w kształcie dysku, przemknął nad głowami niemal 200 osób znajdujących się w tym momencie na drodze i błyskawicznie znikł w chmurach. Jednym ze świadków była zamieszkała w odległym około 10 km od miejsca zdarzenia Springfield, Marge Symkins. Dwa tygodnie po wypadku odwiedził ją "człowiek w czerni". Opowiada o tym jej znajoma Yvonne S. Durfield:

Brzęczyk przy drzwiach Marge zaczął dzwonić krótkimi, urywanymi dźwiękami. Był biały dzień. Ostrożnie zamocowała łańcuch i uchyliła drzwi. Wyjrzała na korytarz i początkowo prawie nie zauważyła dziwnie wyglądającej postaci zgiętej pod ciemnym płaszczem deszczowym. W jej twarzy było coś nienaturalnego. Postać odezwała się:
 "- Muszę z panią porozmawiać o statku, który pani widziała. Przyszedłem, aby powiedzieć pani coś bardzo ważnego. Nie może pani mówić innym o naszym statku." 
Po czym został gwałtownie wyproszony przez trzęsącą się ze strachu Marge. Podobne spotkanie powtórzyło się jej kilka tygodni później w... supermarkecie. Treść rozmowy była podobna, lecz - co najdziwniejsze - żaden z kupujących nie zauważył dziwnej postaci w deszczowym płaszczu.

Mamy tu prawdopodobnie przykład niezwykłej metamorfozy realnych zdarzeń w bajeczne opowieści. Klasyczny MIB przeistoczył się w obcego w płaszczu deszczowym. Które ze szczegółów dotyczących spotkania są realne. Trudno powiedzieć. Można jedynie mieć pewność co do zaistnienia samego spotkania z MIBem.


Mieszkająca w jednym z miasteczek położonych w Appalachach Patsy, odkąd sięga pamięcią, doświadcza wszelkich aspektów paranormalnego oddziaływania. (Być może ma z tym związek jej indiańsko(plemię Czarnych Stóp)-holendersko-irlandzkie pochodzenie). Przypuszczalnie wzięciem, które wywarło na niej największe wrażenie, było to, które dokonane zostało przez niskie wzrostem istoty, w czasie kiedy była w ciąży. Była zła i nie chciała brać w nim udziału. Kiedy trzy Szaraki zbliżały się do niej idąc przez pokój, podskoczyła i chwyciła jednego z nich za jego cienką szyję. Ścisnęła ją, rozległ się chrzęst i głowa Szaraka opadła do tyłu. Na twarzach jego kompanów usytuowanych po obu jego stronach pojawił się wyraz zaskoczenia. Szybko chwycili za ręce okaleczonego, zmienili automatycznie, jak roboty, kierunek ruchu i wkrótce zniknęli w świetle, które pojawiło się w łazience. Patsy wróciła do łóżka z poczuciem żalu. Nie chciała nikogo skrzywdzić. (O podobnym przypadku słyszałem jeszcze tylko raz – z ust dra Davida Jacobsa).
Patsy została oznakowana literą V z odwróconą cyfrą 7 wewnątrz oraz literą B z kółeczkiem pod nią. Ani ona, ani nikt inny nie wie, co to znaczy. Pamięta, że kiedy była jeszcze dzieckiem, szła pewnego razu przez las w towarzystwie wysokiego blondyna ubranego w garnitur, który miał „łagodne” oczy. Patsy była zafascynowana jego twarzą i skrzydłami! Zamiast normalnej mowy wydawał piski.
Innym razem, kiedy mieszkała w pobliżu cmentarza, w czasie wietrznych wieczorów widywała postać w czarnej szacie, która zdawała się obserwować jej dom. Pewnego dnia zauważyła na cmentarzu wysoką, odzianą w luźne szaty postać. Jej twarz emanowała światłem. (Czy był to jej anioł stróż, czy może diabeł)?
Przez wiele lat Patsy i inni widywali w różnych miejscach zamieszkania śledzące ich czarne limuzyny. Byli śledzeni także przez pojazdy podobne do samochodów policyjnych, którym towarzyszyła "niska, tocząca się mgła".
Pewnego dnia, jadąc w kierunku skrzyżowania, Patsy doznała nagle chwilowego zamroczenia. Jej mąż szturchnął ją i odzyskała przytomność, tak że jeszcze zdążyła zahamować przed skrzyżowaniem. W pobliżu skrzyżowania stała limuzyna z ciemnymi oknami.
Co ciekawe, często w swojej głowie słyszy głos: "Wiedz, że w każdej chwili możemy cię zabić".
Patsy i ludzie z jej otoczenia często widywali również czarne helikoptery. Pewnej nocy, kiedy mieszkała w pobliżu Windblow w Północnej Karolinie w środku olbrzymiego sadu brzoskwiniowego, na niebie pojawiły się trzy czarne helikoptery. "Wyglądały, jakby były uwiązane do olbrzymiego kawałka błyskawicy, która im towarzyszyła".
Przy innej okazji, kiedy MIB narzucał się jej przed jej domem, jej dzieci wdrapały się na rosnące w pobliżu drzewo i stamtąd obserwowały całą scenę.
Te naprzykrzające się jej istoty miały białe twarze, były ubrane w jedwabiste czarne garnitury, białe koszule, krawaty i kapelusze. Z pomocą dużej igły napełniały próbówki krwią Patsy.


Pamara Johnson jest mieszkanką Richmond w stanie Indiana, która dokładnie pamięta przebieg jednego ze swoich wzięć, z którym związane są jej przeżycia z udziałem MIB-ów. Podobnie jak w wielu innych przypadkach wzięć, również i w jej przypadku wzięcia zaczęły się w wieku dziecięcym. Kiedy miała 14 lat, pewnego słonecznego czerwcowego dnia wokół bloku, w którym mieszkała razem z rodzicami, zaczęła krążyć wielka czarna limuzyna. W pewnym momencie wyszła na balkon od frontu, aby się jej przyjrzeć. Gdy tylko znalazła się na balkonie, limuzyna zatrzymała się i wysiadła z niej jakaś postać, która ruszyła w jej kierunku.
- Miał na sobie czarne spodnie, czarną marynarkę i czarną czapkę, która wyglądała jak czapka szofera - powiedziała Pamara.  Szedł normalnie. Miał białą cerę i ciemne oczy, w których nie zauważyłam źrenic. Mówił zwykłym językiem angielskim. Od limuzyny z przyciemnionymi szybami nie dobiegał do mnie żaden odgłos pracującego silnika.
Osobnik ten był bardzo uprzejmy i zapytał ją, czy mieszka tam Rhonda Smith. Pamara zgodnie z prawdą odrzekła, że nie zna nikogo takiego, przeto postać ta podziękowała jej i wróciła do auta, które następnie odjechało.
Zaraz potem Pamara poszła razem z siostrą do pobliskiego sklepu. Nagle nie wiadomo skąd limuzyna pojawiła się ponownie. Podjechała do krawężnika i Pamara dostrzegła, że tylna szyba opuszcza się w dół, zaś w oknie ukazuje się lufa strzelby. Przestraszona, pchnęła siostrę za mur, a sama skoczyła za pobliskie drzewo. Padły trzy strzały i usłyszała, jak pociski uderzają w drzewo. Potem limuzyna pospiesznie odjechała osiemnastą ulicą, która jest ślepa. Jakaś kobieta obserwująca to zdarzenie ze swojego domu wezwała policję, która wkrótce przybyła na miejsce zdarzenia, gdzie policjanci zastali dwie pochlipujące dziewczynki. Wyciągnęli pociski z drzewa i stwierdzili, że najprawdopodobniej był to najemny morderca, który wybrał niewłaściwy cel!
Cztery lata później Pamara przeżyła wzięcie, które doskonale pamięta. Została wzięta w pobliżu miasteczka Abington razem z matką i siostrą. Był zimny grudniowy dzień i kiedy UFO zniżyło się, poruszyło wierzchołkami drzew (które potem uschły). Kiedy Pamara znalazła się na pokładzie UFO, usunięto jej płód, którego obecność została wcześniej potwierdzona przez lekarzy. Sprawcami tej kradzieży były Szaraki. Użyli do tego celu przyrządu podobnego do wibrującego drutu. Pamara widziała również duże słoje z płodami zanurzonymi w przezroczystym płynie i podłączonymi do nich przewodami.
Do domu wróciły cztery godziny później. Pamara była tak przerażona, w tak złym stanie, że musiała wyczołgać się z samochodu.
- Matka i siostra uzgodniły ze sobą, że nigdy nie będą rozmawiały ze mną na temat tego zdarzenia, ale wiem, że siostra ukrywa pod włosami wszczep, który ma na szyi. W grudniu zawsze puchnie i wycieka z niego jakiś płyn".