PUFOC>>Projekty i programy\NASA i ESA\
Projekty NASA i ESA

Znajdujące się obecnie w fazie planowania programy amerykańskiej agencji kosmicznej NASA i jej europejskiej odpowiedniczki ESA są bardzo ciekawe i zaskakujące. Obie instytucje chcą w bliskiej przyszłości ustalić, czy w naszej Galaktyce (Droga Mleczna) znajdują się planety podobne do Ziemi. Te poszukiwania dadzą na pewno lepsze rezultaty niż nasłuchiwanie sygnałów od pozaziemskiej inteligencji za pomocą radioteleskopów (SETI). NASA zainicjowała niedawno program Astronomical Studies of Extrasolar Planetary Systems (ASEPS). Ale i w Europie kładzie się nacisk na poszukiwanie planet podobnych do Ziemi. ESA ma w swoim programie projekt Horyzont 2000+, z pewnością bardzo interesujący. Program agencji ESA Darwin ma nie tylko znaleźć planety podobne do Ziemi, lecz także ustalić, czy są one zamieszkane przez żywe istoty podobne do nas. Darwin miałby bazować na stacjonujących w przestrzeni kosmicznej interferometrach, złożonych z dwóch lub więcej teleskopów na podczerwień. Mają one mieć średnicę 1-2 m i być oddalone od siebie o 10-30 m.

Gwiazdy podobne do Słońca mają temperaturę około 5000o K i emitują światło w widzialnym zakresie długości fal elektromagnetycznych. Planety o temperaturach rzędu kilkuset stopni Kelvina wysyłają zaś przede wszystkim promieniowanie podczerwone. Dlatego Darwin ma obserwować tylko tę część widma. Fale o długości 10 mikrometrów Ziemia emituje najsilniej ze wszystkich ciał Układu Słonecznego, natomiast w widzialnym zakresie widma promieniuje dziesięć milionów razy słabiej od Słońca. Interferometry programu Darwin mają zostać tak ustawione, żeby przepuszczać ze światła gwiazd tylko promieniowanie podczerwone (fale o innej długości będą wyciszane dzięki interferencji). Dzięki temu łatwiej będzie zarejestrować planetę podobną do Ziemi lub oddzielić jej sygnał od sygnału gwiazdy, wokół której krąży. W przypadku odkrycia planety badacze będą szukać w jej widmie linii absorpcyjnych ozonu. Gdyby stwierdzono silną koncentrację ozonu, można by wyciągnąć wniosek, że planeta ma większe ilości tlenu. Uwzględniając, że tlen szybko wchodzi w reakcje chemiczne z innymi składnikami atmosfery, zakłada się, że nie uzupełniany tlen musiałby dawno zaniknąć. Jego obecność oznacza więc, że tlen jest wciąż dostarczany wskutek biologicznej aktywności i że odkrytą planetę zamieszkują pozaziemskie formy życia.

Jeśli jakaś planeta, odkryta dzięki programowi Darwin, miałaby dawać schronienie formom życia, musi mieć podobną genezę jak Ziemia i znajdować się w mniej więcej jednakowym oddaleniu od gwiazdy centralnej. Skład atmosfery planet wynika z częstości występowania we Wszechświecie poszczególnych pierwiastków i z astrofizycznego modelu powstawania planet. To oznaczałoby z kolei, że atmosfera podobnej do Ziemi planety oprócz tlenu powinna też zawierać duże ilości azotu oraz dwutlenek węgla, metan i inne gazy stadowe. Aby udzielić odpowiedzi na pytanie, czy inteligentne istoty pozaziemskie mogą oddychać w ziemskiej atmosferze bez kombinezonów ochronnych, trzeba wyjaśnić rolę relacji tlen-azot. Gdyby udział tlenu był o połowę niższy od występującego na poziomie morza, nie rozwinęłaby się żadna technologia, gdyż w takich warunkach nie można rozpalić otwartego ognia. Przy zbyt niskim udziale tlenu w atmosferze nie powstałaby ochronna warstwa ozonowa i Darwin nie odkryłby linii absorpcyjnych ozonu. Gdyby natomiast udział tlenu był 20% wyższy od występującego na poziomie morza, pioruny albo otwarty ogień wywołałyby pożar obejmujący całą powierzchnię planety, niszcząc jej środowisko naturalne.

Na Ziemi istnieją zamieszkane rejony wysokogórskie, gdzie ilość tlenu jest o 30% mniejsza niż na poziomie morza. Także na planecie podobnej do Ziemi przestrzeń życiowa dla form oddychających tlenem, mająca atmosferę tlenowo-azotową, nie jest zbyt rozległa. To oznacza, że pozaziemskie formy życia oddychające tlenem mogłyby chyba dobrze czuć się i na Ziemi. Istnienie planety podobnej do naszej, mającej odpowiednią atmosferę, wciąż jeszcze nie wyjaśnia, dlaczego istoty te miałyby z wyglądu przypominać ludzi. Brak oczywiście jakiegokolwiek przekonującego uzasadnienia, że tak nie jest. Być może inne niż człekopodobne, np. rybo- lub meduzokształtne formy życia o wysokiej inteligencji, nie potrafią opuścić ojczystej planety, gdyż ze względu na anatomię nie mogą budować statków kosmicznych. Dlatego nie można wykluczyć, że tylko człekopodobne formy życia zdolne są do konstruowania środków transportu, umożliwiających opuszczenie rodzinnej planety.

Hipoteza pozaziemska jest wszakże tylko jedną z kilku teorii możliwego pochodzenia UFO i jego pasażerów. Alternatywą byłoby przybycie tych istot z równoległych wszechświatów w innych wymiarach bądź z przyszłości. Spekulacje o wszechświatach równoległych wynikają z teorii kwantowej. Oznacza to, że obok naszego Wszechświata istnieje nieskończenie wiele innych, nie związanych z nim przyczynowo. W każdej chwili od naszego Wszechświata może się odłączać ogromna ilość wszechświatów, muszą one jedynie spełniać warunek przyjmowania dozwolonych stanów kwantowych cząstek. Te wszechświaty, które tylko w niewielkim stopniu różniłyby się od naszego, byłyby zamieszkane przez istoty bardzo do nas podobne. Inne światy, które już dawno odłączyły się od naszego, byłyby zamieszkane przez istoty znacznie się od nas różniące. Gdyby załogi UFO przybywały z równoległych wszechświatów, nie musiałyby pokonywać wielkich odległości w Kosmosie. Dziś jest na pewno za wcześnie, aby stwierdzić, skąd pochodzą członkowie załóg UFO. Dr Hynek doszedł w każdym razie do przekonania, że żaden naukowiec nie powinien odrzucać danych, tylko dlatego, że mu się one nie podobają.

Jak wynika ze statystycznej analizy 1176 obiektów UFO, widzianych w pobliżu powierzchni ziemi na całym świecie, i statystyki obejmującej ponad 100 bliskich spotkań z UFO w Hiszpanii i Portugalii, udział przypadków, w których zauważono załogi UFO, wyniósł około jednej trzeciej. W 1954 roku nad Francją masowo pojawiało się UFO; zaobserwowano wówczas obiekty latające kategorii A. Świadkowie mówili też o lądowaniach UFO i charakterystycznych istotach niskiego wzrostu w pobliżu tych obiektów. W 1957 roku francuski badacz Aime Michel na podstawie relacji prasowych przeanalizował tę falę obserwacji. Odkrył, że miejscowości, z których pochodziły relacje o bliskich spotkaniach z UFO, leżały wzdłuż prostych linii. Statystyczne prawdopodobieństwo, że pięć obserwacji trasy lotu UFO nastąpi wzdłuż prostej linii, wynosi 1:700000. Aime Michel znalazł kilka tras lotu, które dzięki sześciu obserwacjom oznaczone zostały jako przebiegające w linii prostej. Socjolog Ann Druffel w badaniach UFO w południowej Kalifornii uzyskała podobny rezultat. Te wyniki pozwalają wysnuć wniosek, że świadkowie również wtedy, kiedy widzieli załogi UFO, nie mieli halucynacji. Ponieważ te istoty nie podchodziły do ludzi, aby porozmawiać lub coś im wręczyć, nie można mieszać przypadków CE3 z niewiarygodnymi historyjkami osób, które rzekomo nawiązały realny bądź spirytystyczny kontakt z UFO.