PUFOC>>V-7\
V-7 Tajna Broń Hitlera

Pod koniec wojny załogi alianckich samolotów przelatujących nad Niemcami informowały o świetlistych kulach, pojawiających się w pobliżu ich maszyn. Owe świecące kule towarzyszyły samolotom przez pewien czas ich lotu a potem znikały równie nagle jak się pojawiały. Wkrótce później nazwano je "foo-fighterami". Foo-fightery pojawiały się zazwyczaj w grupach liczących do 10 sztuk, wykonując przy tym przeróżne ewolucje powietrzne. 
 
Coraz częściej pojawiały się doniesienia na temat zaawansowanych technologii wykorzystywanych przez Niemcy w budowie nowych rodzajów broni. Wszystkie te przedsięwzięcia nadzorowane były przez SS i utrzymywane w wielkiej tajemnicy. Jak się później okazało doniesienia były prawdziwe. 

Jednym z najbardziej tajnych projektów III Rzeszy były latające talerze określone symbolem V-7, które Hitler nazwał prawdopodobnie "cudowną bronią".

Niemieccy inżynierowie i naukowcy w latach trzydziestych prowadzili prace nad "tajemniczą technologią", która łamałaby dotychczasowe prawa fizyki. Podczas II wojny nadano nazwę Wunderwaffe - cudowna broń, która maiła przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę.
Mimo dokumentów potwierdzających prace nad latającymi dyskami, do dziś nie udało się rozwiązać kluczowej zadatki - skąd hitlerowcy znali technologię pozwalającą na budowę tego typu statków powietrznych? Dlaczego miały one kształt dysku, skąd pomysły na zaskakujące silniki.
Współcześni niemieccy ufolodzy twierdzą, że przed II wojną światową hitlerowcom udało się nawiązać kontakt z wysoko rozwiniętą cywilizacją z Układu Aldebarana. Według różnych źródeł do takiego kontaktu miało dojść w Kołobrzegu lub w Sudetach, lecz bardziej prawdopodobne jest, że do owego spotkania doszło w Sudetach choćby dlatego, że w miejscu zwanym Hexenplatz, wielu mieszkańców widziało NOL-e w postaci kul ognistych i nocnych świateł. W latach 1936 - 1944 miejsce to należało do Ewy Braun, kochanki Hitlera. W całej sprawie kluczową rolę pełniły tajne organizacje o charakterze mistycznym. Burde twierdzi, że hitlerowski latający talerz powstał z duchowej aryjskiej inspiracji stowarzyszeń takich jak: Iluminatów Bawarskich, Organizacji Vril. Organizacje te studiowały tajne teksty w poszukiwaniu pradawnej wiedzy tajemnej. Organizowano ekspedycje naukowe w rejony Bliskiego Wschodu, Tybetu, Ameryki Południowej. Nie można wykluczyć, że ekspedycje naukowe dotarły do zawartych w sanskryckich pismach opisów maszyn latających.
Inna z hipotez mówi o katastrofie w 1937 roku koło Czernicy. Miał to być obiekt typu kulistego, który po przelocie nad Czernicą spadł na teren pobliskiego majątku krewnych Ewy Braun, kochanki, a później żony. Wkrótce z garnizonu jeleniogórskiego ściągnięto specjalne oddziały SS w towarzystwie kilku wybitnych niemieckich naukowców, w tym dwóch fizyków jądrowych: Wehrner Heisenberg i Max von Laue. Teren katastrofy został zabezpieczony, a szczątki w ścisłej ochronie przewiezione do obiektu w Jeleniej Górze. Świadkowie mieli zostać zmuszeni do milczenia.
Czy jednak rzeczywiście udało im się nawiązać kontakt z obcą cywilizacją i przejąć część wiedzy? Czy też może niemieccy konstruktorzy okazali się na tyle zdolni, że błyskawicznie wymyśli kilkanaście nowych rozwiązań technologicznych i opracowali plany latającego dysku?
Obie hipotezy brzmią równie fantastycznie. Niemcy dysponowały pod koniec II wojny światowej wieloma zaawansowanymi technicznie broniami: mieli prototyp "inteligentnej" bomby sterowanej za pomocą obrazów telewizyjnych, testowali też niewykrywalne przez radary myśliwce typu "latające skrzydło".
Ale plany, dokumenty i relacje naocznych świadków, które wciąż jeszcze wychodzą na jaw, mówią o tym, że poza znanymi dzisiaj wszystkim V1 i V2, Niemcy ukrywali coś jeszcze. Coś wyjątkowego, co wykracza także poza dzisiejszą technikę. Mieli samoloty typu V7, czyli... latające talerze !

Badaniom nad nowym rodzajem energii, mogącej mieć zastosowanie w generowaniu sztucznej grawitacji patronował sam Rudolf Hess, zastępca i prawa ręka Hitlera.

Były major armii niemieckiej, Rudolf Lusar, napisał w latach 50. książkę, w której mówi o co najmniej dwóch konstrukcjach latających dysków. Według niego, prototyp jednego z nich osiągał prędkość 2000 km/h, a napęd stanowiły turbiny gazowe. Jednak takie rozwiązanie jest niczym, jeśli porównamy go z napędem antygrawitacyjnym.

Głównym konstruktorem broni Vunderwaffe był Wernher von Braun (urodzony w Wyrzysku w 1912 roku). Cała sprawa z bronią "V" rzekomo sprowadzała się do skonstruowania latającego dysku. Projekt ten nosił nazwę CHRONOS. Pojazd osiągał imponujące prędkości rzędu 2500km/h, przewyższając swoją zwrotności wszelkie istniejące myśliwce w czasach wojny. Pojazdy te określone zostały mianem V-7.

Kapitan Edward J. Ruppelt, kierujący oficjalnym amerykańskim projektem Blue Book, napisał w swoim raporcie, że Niemcy dysponowały w czasie wojny maszynami o możliwościach, które można by porównać tylko do osiągów UFO. Dokumenty, do których miał dostęp, dzisiaj są już szeroko znane.
Na niemieckich planach z czasów wojny widać dyskokształtne obiekty przedstawiające "latające talerze" w przekroju. Część z nich ma napęd konwencjonalny, ale na niektórych widnieją iście rewolucyjne schematy napędów antygrawitacyjnych! Jedne z nich opierają się na zasadzie dwóch wirujących przeciwnie dysków, działanie innych nawet dzisiaj nie jest dla inżynierów i uczonych jasne.

Kryptonim V7 pojawia się w raporcie Richarda Miethego, naukowca, związanego z pracami nad pojazdem. Miethe wspomina o próbnym locie dysku w pobliżu Władysławowa. Jednak niemieckie "latające talerze" związane są silniej z drugim końcem Polski.