PUFOC>>Fakty\Wzięcia\Porwanie Lori i Jo\
Porwanie Lori Briggs i Jo Maine

Lori Briggs  przeżyła doświadczenie wzięć w roku 1975. Lori okazała się inteligentną  młodą kobietą pracującą w przemyśle komputerowym. Jej przeżycie z 1975 roku było jednym z dwóch tego typu. Pierwsze z nich wydarzyło się w roku 1970, gdy mieszkała w Redondo Beach w Kalifornii. Miała wówczas szesnaście lat. Odwiedziny, których była przedmiotem, miały miejsce późną nocą. "Pamiętam tylko, że było to niesamowite przeżycie. Spałam jak zabita i nagle zostałam wyrwana ze snu. Nie potrafię tego dokładnie opisać, ponieważ nigdy przedtem nie doświadczyłam czegoś podobnego. To było jak nadciągnięcie jakiejś siły, która zmusiła mnie do obudzenia się".
Gdy się obudziła stwierdziła, że jest sparaliżowana i ma zamknięte oczy, jednocześnie czuła, że w sypialni znajdują się jeszcze jakieś istoty, które przekazywały jej bezpośrednio do umysłu myśl, że ma się "przygotować", ponieważ zaraz ma się tam pojawić jakaś szczególna istota. W chwilę później Lori otworzyła oczy. Ujrzała jedynie jej niewyraźny zarys, z wyjątkiem długich białych palców oraz czerwonych, gorejących oczu, które były doskonale widoczne. "Nie potrafię określić mocy, jaką posiadały te oczy poza tym, że były niezwykle intensywne, niczym źródło światła lub coś w tym rodzaju. Trzymały mnie i wydawało się, że trwa to całą wieczność. A potem wszystko nagle urwało się, jak gdyby zniknęło".
Kolejne ciekawe przeżycie doznała latem 1975 roku. Właśnie skończyła studia na UCLA i zamieszkała w mieszkaniu mieszczącym się w bloku zwróconym frontem do ruchliwej ulicy w Panorama City będącego usytuowanym w środku Doliny San Fernando przedmieściem Los Angeles. Lori mieszkała wspólnie z przyjaciółką, Jo Maine, która w chwili zdarzenia przebywała w sypialni.
Lori została "uprzedzona", że wydarzy się coś niezwykłego. Jak stwierdziła, Jo cierpiała na chroniczną bezsenność i często godzinami nie mogła zasnąć. Tej pamiętnej nocy Jo zasnęła, dotykając ledwie głową poduszki. Była północ i Lori czuła, że Jo zapadła w nienormalny sen, zbyt głęboki i przyszedł zbyt nagle.
"Następną rzeczą, jaką pamiętam, były jak poprzednio głosy. Pamiętam, że porozumiewałam się z kimś lub z jakimiś istotami, przy czym rozmawiałam z nimi telepatycznie. Wiedziałam, że tak jest, ponieważ w trakcie naszej rozmowy żadne z nas nie mówiło używając głosu. Odbywało się to za pomocą mojego umysłu. To wszystko działo się naprawdę i wiem, że rozmawiałam przez dłuższy czas. A potem to coś powiedziało mi, że mam "pójść z nimi", ale odparłam, że nie chcę iść z nimi. I nagle rozległ się ten wibrujący dźwięk, który pochodził od nich".
Po chwili zmagania się z nimi na siłę woli, spostrzegła, że Jo śpi jak suseł. Musiała nią mocno potrząsnąć, aby ją obudzić. W tym momencie zdała sobie sprawę, że minęło dosyć dużo czasu... znacznie więcej, niż wynikało to z przebiegu zdarzeń, które pamiętała. Była przekonana, że musiała wystąpić luka w czasie w jej wspomnieniach. Przypuszczenie to zostało potwierdzone przez Jo, która kilka tygodni później powiedziała, że po obudzeniu się miała uczucie, jakby odebrany jej został "kawał życia". Tak więc odczucie luki w czasie musiało być bardzo wyraźne u nich obu.
Przerażone uciekły w panice z sypialni do kuchni. Tam starały się dociec, co się im przydarzyło, gdy nagle usłyszały wysoki wibrujący dźwięk. Jasne światło, które zdawało się emanować z dużego pustego pola sąsiadującego z ciągiem ich bloków mieszkalnych, zalało światłem ich pokój.

Pierwsza sesja hipnotyczna odbyła się 30 maja. Przeprowadził ją dr W.C. McCalla z Anaheim.  Bill, jak go nazywają przyjaciele, interesuje się UFO oraz hipnozą. Jest przewodniczącym Amerykańskiego Instytutu Hipnozy oraz sekretarzem Amerykańskiego College’u Hipnozy Medycznej. Seans regresji hipnotycznej przeprowadzono w jego gabinecie w szpitalu, gdzie odbywał właśnie dyżur.
Lori cofnęła się pamięcią do roku 1975 i zaczęła szczegółowo opisywać swoje koszmarne przeżycie. Zaczęła od opisu dźwięków, które rozległy się w jej domu poprzedzając przybycie obcych istot. "To bardzo dziwne dźwięki jak gdyby o modulowanej częstotliwości". Następnie przeżyła na nowo moment pojawienia się istot w swojej sypialni. Jedna z istot stała tuż przy niej. Miała od 90 do 120 centymetrów wzrostu, wielką głowę i była chuda. Druga istota miała na twarzy jedynie niewielki otwór w miejscu ust i nieproporcjonalnie dużą w stosunku do reszty ciała głowę.
"W pewnym momencie dotarła do mnie myśl, że mam pójść z nimi. Chcą mi coś pokazać"
.
Mówiąc cały czas w trakcie hipnozy w czasie teraźniejszym, wyjaśniła, że nie chciała z nimi iść. Widząc jej sprzeciw, istoty zademonstrowały jej swoją potęgę. Będąc w stanie silnej emocji, Lori z zadziwiającą precyzją opowiedziała nam, w jaki sposób istoty poruszały się po pokoju, unosząc się w powietrzu, a także przemieszczały za pomocą światła emitowanego z rąk różne przedmioty. W końcu uniosły ją z łóżka i otoczyły emitowanym przez siebie światłem. W chwilę później, przeniknąwszy przez ściany, znalazła się na zewnątrz swojego mieszkania, szybując w kierunku ciemnego obiektu zwieńczonego kopułą, który stał na polu obok jej bloku. Jo zdaniem Lori zostawiono w mieszkaniu. Znalazłszy się wewnątrz pojazdu, Lori została poddana badaniu. "Przyglądam się sobie. Widzę siebie w tym lustrze... Wygląda, jakby moje żyły były rurkami, w których krążąca krew sprawia wrażenie, jakby to światło przepływało przez nie... Wydaje się, że badają mnie... Nie mam pewności, czego dokładnie szukają...".
Lori opowiedziała  w jaki sposób istoty uniosły ją nad stół wykonany z czegoś, co wyglądało jak kamień, aby móc ją zbadać.
"Bardzo dużo rzeczy robią za pomocą światła. Cała ich potęga jest w nim zawarta. To światło jest wszędzie i mają różne kamienie, które działają jak różnego rodzaju świetlne ekrany i filtry. Dzięki temu mogą za pomocą tego światła robić różne rzeczy. A nawet rejestrować informacje"
.
Lori nie przypuszczała, że w trakcie kolejnej sesji hipnotycznej będzie w stanie opisać szczegółowo, jak obce istoty badały ją za pomocą różnego rodzaju światła. Powiedziała, że między sobą porozumiewały się wydając krótkie, urywane gardłowe dźwięki przypominające klaskanie, natomiast z nią - telepatycznie. Przekonała się, że jej uprowadzenie nie było starannie zaplanowane. Uważała, że obiekt z kopułą, do którego została zabrana, był pojazdem przeznaczonym jedynie do lądowania na powierzchni ziemi, zaś właściwy statek znajdował się w przestrzeni kosmicznej na obicie wokółziemskiej. "Chcieli zabrać mnie ze sobą ponieważ byłam dobrym obiektem". Chcieli ją zabrać na "statek-matkę", aby tam przygotować ją do wykonania jakiegoś zadania. Nie potrafiła powiedzieć jakiego.
W tym momencie obcy starali się zmusić ją telepatycznie do postępowania zgodnie z ich życzeniami, ale stawiła im opór. Po chwili stwierdziła, że leży sparaliżowana z powrotem w swoim mieszkaniu. Nagle wyszła ze stanu hipnozy! Patrząc szeroko otwartymi oczyma, wyglądała jak małe dziecko obudzone nagle z głębokiego snu i nie bardzo zdające sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. - Zgubiłam to - powiedziała przepraszająco, rozglądając się po gabinecie oraz spoglądając na Billa. Wyglądała na kompletnie zaskoczoną tym, co się stało.
Bil  ponowne wprowadził Lori w stan hipnozy i powrócił do tego samego momentu relacji, w którym wyszła z niego.  Po wejściu w stan hipnozy zaczęła nagle pod wpływem sugestii Billa relacjonować swoje przeżycie z roku 1970, ukazując je w innym świetle. Niedługo potem Bill zakończył seans.
Informacje, które Lori ujawniła podczas hipnozy, wprawiły w zakłopotanie ją samą. Była w lekkim transie i pamiętała je wszystkie. Ujawnione informacje jeszcze bardziej wzmogły jej ciekawość.

Następna sesja została wyznaczona na 12 czerwca. Sesja odbyła się w domu Ann Druffel, znanej badaczki zjawiska UFO z Los Angeles. Po wprowadzeniu jej w trans za pomocą mieszaniny werbalnych sugestii oraz relaksacji mięśni Lori zaczęła opisywać swoje wzięcie z większą precyzją, niż robiła to podczas sesji z McCallem. Powiedziała, że istota, która stała tuż przy jej łóżku nie wyglądała na ubraną ani też na nagą. Była biała, chuda, miała dużą głowę i sprawiała wrażenie bezpłciowej. Lori ponownie powtórzyła jej naleganie, aby udała się razem z nimi.
 - Światła, światło, jestem otoczona światłem - powiedziała, relacjonując moment transportowania jej do NOLa.
Ponownie zaczęła od opisu dziwnego stołu z jasnym światłem wydobywającym się spod niego.
"Światło, które oświetla mnie od spodu... wydobywa z tego kamienia w jakieś wzory. Przez ten kamień przechodzą różne rodzaje światła. Oni przepuszczają różne rodzaje światła poprzez ten kamień [stół]... Tam jest jakaś szczelina, w którą wkładają coś długiego, jakby płytkę. Wpychają ją i widzę ją w środku tego kamienia, na którym leżę. Emitują światło z miejsca na podłodze, co powoduje, że to wszystko staje się przezroczyste, i w ten sposób wykonują coś w rodzaju mojego zdjęcia na tym, po czym wyjmują to [płytkę]".
Obcy wielokrotnie powtarzali tę procedurę, gromadząc w rezultacie dużą ilość "płytek".  W czasie seansu Lori rozejrzała się po wnętrzu UFO i stwierdziła, że nie było w nim żadnego określonego źródła światła. Wyglądało, jakby emanowało ono bezpośrednio ze ścian pojazdu. W pomieszczeniu znajdowała się dziwna maszyna, która, jak się jej zdawało, służyła do zamiany dźwięków na światło, lecz nie potrafiła wyjaśnić, w jaki sposób się to odbywa. Dokładniej niż poprzednio potrafiła także opisać, w jaki sposób wróciła do swojego mieszkania. Po zakończeniu badania, wyczerpana tym przeżyciem, postanowiła opuścić pojazd. Ruszyła w kierunku drzwi i wcisnęła znajdujący się obok nich przycisk. Drzwi otworzyły się, lecz w tym samym momencie obce istoty zatrzymały ją i powiedziały, że lepiej byłoby dla niej, gdyby "wróciła tą samą drogą, którą przybyła". Ponownie spowiło ją światło i przeniosło w jednej chwili z powrotem do jej sypialni.
Jej dalsze przeżycia były mniej przyjemne. Stwierdziła, że jest sparaliżowana i że istoty nalegają, aby wróciła do nich. Jej jedyną obroną był opór psychiczny oraz generowanie, jak to określiła „wewnętrznego dźwięku”, który pozwalał jej niwelować wpływ wywierany na nią przez wibrujący dźwięk wykorzystywany przez te istoty do manipulowania nią. Przegrawszy z nią to zmaganie, istoty przybrały postać kul światła i opuściły jej mieszkanie.
Jej opowieść była z całą pewnością wiarygodna, jako że jej wspomnienia były zbieżne nawet w szczegółach z relacjami innych osób, które przeżyły wzięcia. Istoty o dużych głowach, które widziała, wibrujące dźwięki towarzyszące ich pojawieniu się, emanujące światło ściany NOLa, lewitacja i teleportacja – wszystkie te elementy występują w relacjach innych wziętych.

Jo Maine  była świadkiem przeżyć Lori, mimo iż przez cały czas jego trwania była nieprzytomna. Ona mogłaby zweryfikować "światła i wibrujące dźwięki", które odgrywały główną rolę w opowieści Lori.
Jo Maine okazała się bardzo inteligentną młodą kobietą w wieku niespełna trzydziestu lat pracującą jako projektantka mody. Po przeżyciach w roku 1975 wyprowadziła się z mieszkania Lori i obecnie mieszka sama w północnym Hollywood, które również leży w Dolinie San Fernando.
Podobnie jak u Lori miała ona zablokowane wspomnienia w jej umyśle. Pamiętała wiele szczegółów tamtej nocy, takich jak udanie się do łóżka, zaśnięcie i widok podekscytowanej Lori w chwili obudzenia się. Pamiętała również, że Lori mówiła jej o "istotach", które starały się nakłonić ją, aby "poszła razem z nimi, jeśli się na to zdecyduje", oraz o wysokich dźwiękach towarzyszących ich pojawieniu się. Co dziwne jednak, w ogóle nie pamiętała faktu udania się po tym zdarzeniu do kuchni ani tego, że osobiście widziała światła i słyszała te dźwięki.

Jo nie miała nic przeciwko poddaniu się hipnozie w celu zbadania tego pełnego grozy zdarzenia. Nie była tak podatna na hipnozę, jak Lori i miała duże trudności z utrzymaniem się w stanie transu hipnotycznego. Przypomniała sobie, że widziała, jak w jej sypialni zabłysło dziwne światło, zanim zapadła w sen, nie pamiętała jednak, co było potem. Przypomniała sobie  jak poszła do kuchni po wstaniu z łóżka i zobaczyła w niej dziwne światło. Nie mogła natomiast sobie przypomnieć, co było dalej, poza tym, że chciała wrócić do łóżka i jednocześnie odczuwała silny strach przed powrotem do sypialni. Będąc w stanie hipnozy, powiedziała, że widziała „obraz kopuły z otaczającymi ją światłami”, lecz nie potrafiła wyjaśnić, co to mogło znaczyć. Ponieważ nie rozmawiała wcześniej z Lori po jej seansach hipnotycznych, nie wiedziała więc, że ona również widziała podobną kopułę podczas swojego wzięcia.

Dopiero w następnym seansie Jo zaczęła w końcu aktywnie reagować na hipnotyczne sugestie. Powoli zaczęła odsłaniać  krok po kroku kolejne etapy swojego przeżycia z 1975 roku. Ku zdziwieniu zaczęła opisywać coś w rodzaju wzięcia, które nastąpiło w tym samym czasie, kiedy uprowadzono Lori. Gdy tylko Jo zaczęła o tym mówić, stało się jasne, że uczestniczyła w dziwnym zdarzeniu mającym miejsce w tym samym czasie, co wzięcie Lori. Swoją relację zaczęła od pojawienia się dziwnego światła w jej pokoju oraz wyjaśnienia, w jaki sposób się z nią łączyło. Przez chwilę słyszała coś w rodzaju "średnio wysokiego", wibrującego dźwięku. Wiele wskazuje na to, że nastąpiło to w tym samym momencie, co w przypadku Lori, która również łączyła pojawienie się światła z rozlegnięciem się wibrujących dźwięków. Następny epizod jej przeżycia dotyczył pobytu w ciemnym pomieszczeniu wypełnionym wystającymi z podłogi trójkątnymi obiektami oraz "intensywnej konwersacji" z jakąś niewidzialną inteligencją. Nie mogła sobie przypomnieć, czego dotyczyła ta rozmowa.

Trzeci seans odbył się 30 lipca, jak się później okazało był to najbardziej niezwykły ze wszystkich dotychczasowych seansów hipnotycznych. Będąc w stanie hipnozy Jo ponownie opisała światło, które wpadło nagle do jej sypialni tej pełnej grozy, letniej nocy. Następnie przypomniała sobie, jak znalazła się w olbrzymim cylindrycznym urządzeniu, leżąc na platformie w otoczeniu tańczących wokół niej świateł. Z dołu oświetlało ją silne światło. Nagle poczuła, że coś dziwnego dzieje się z jej zębami. Było to zbieżne z przeżyciem Lori.
"Czułam się, jakbym leżała na stole operacyjnym i była poddawana badaniu. Te światła przesuwające się nade mną, o których mówiłam, były jakby światłami skanera. Potem pojawiło się światło pode mną i nieco na lewo, które przemieściło się następnie ku górze. Czułam, że były to światła ściśle ukierunkowane i służyły do skanowania... Miałam wrażenie, że jestem badana. Te odczucia związane z zębami miały prawdopodobnie z tym związek. To badanie było stosunkowo bezbolesne, zapewne dzięki temu, że odbywało się za pomocą światła. Nie odczuwałam w tym czasie strachu".
W trakcie tego seansu Jo opisała w końcu to, co się działo po wzięciu Lori. Przypomniała sobie, jak Lori opisywała istoty, które widziała w pokoju. Jo nie mogła nic sobie przypomnieć na temat wibrujących dźwięków i dziwnego światła w kuchni, chociaż w jej relacji z poprzedniego seansu hipnotycznego znajdowały się o nich wyraźne wzmianki.

Podsumowując obie podały pięć istotnych szczegółów. Opisały światło wpadające do pomieszczeń, w których się znajdowały, wchłonięcie ich przez światło, widok obiektu zwieńczonego kopułą, badanie na czymś w rodzaju stołu i to, że zostało ono przeprowadzone przy pomocy światła.
Przypadek Briggs-Maine wciąż wprawia w zakłopotanie w jednej zasadniczej kwestii. Wygląda na to, że Lori i Jo nie przeżyły podwójnego wzięcia. Były one wprawdzie równoległe, ale nie jednoczesne. Jo nie odegrała żadnej roli w przebiegu wzięcia Lori, pozostając w tym czasie zdaniem Lori w mieszkaniu. I analogicznie Lori nie odegrała żadnej roli w przeżyciu Jo. Tak więc uległy one równoczesnym wzięciom, ale przebiegającym osobno. Jest to unikalny, rzadko spotykany przypadek w literaturze ufologicznej.
Jak więc wytłumaczyć przypadek Briggs-Maine w świetle tego oczywistego paradoksu?
Czy zatem przeżycie Lori może być tego typu implantem? Czy został on również wprowadzony do umysłu Jo, czy też Jo w jakiś sposób sama nieświadomie go przejęła?