PUFOC>>Fakty\Wzięcia\Porwanie Patty\
Porwanie Patty Roach i jej dzieci

Patty Roach jest rozwódką samotnie utrzymującą całą rodzinę. W nocy z 16 na 17 października 1973 roku sześcioro z jej dzieci spało w łóżkach, zaś pięcioletni syn najmłodszy, którego nazwiemy tu umownie Keith, spał razem z nią na kanapie w salonie. Ich dom stał na peryferiach niewielkiego miasteczka w jednym ze stanów Środkowego Zachodu. Nie potrafiła powiedzieć, o której godzinie zapadła w sen ani też o której rozpoczęło się to zdarzenie, ponieważ nie miała w tym czasie na ręku zegarka, a najbliższy w jej otoczeniu zegar znajdował się w sąsiednim pokoju.
Dzień 16 października był dla Patty Roach bardzo nużący i upłynął jej na gorączkowej krzątaninie, dlatego, że się niedawno wprowadzili do tego domu. Pudła z ubraniami i resztą dobytku były jeszcze nie rozpakowane. Nic dziwnego, że gdy w końcu położyła się na kanapie, poczuła ogromne zmęczenie. Z pewnym przybliżeniem możemy określić, iż około godziny 0.10 sąsiad zatelefonował na jej prośbę na policję, aby donieść o obecności włamywacza na jej posesji. Jakiś osobnik kręcił się podobno w okolicy od kilku dni, toteż wyrwana ze snu, z uczuciem strachu i niejasnymi wspomnieniami przebywającego w domu intruza Patty od razu pomyślała o nim. Stąd właśnie jej prośba o wezwanie policji. Resztę nocy spędziła poza domem – razem z dziećmi przeniosła się do przyjaciół. Później powiedziała badaczom, że tamtej nocy nie była w stanie pozostawać dalej w swoim domu.
Rano przeprowadziła rozmowę z dziećmi w sprawie wydarzeń minionej nocy. Ledwie zaczęli snuć przypuszczenia na temat obecności włamywacza, kiedy siedmioletnia Dottie powiedziała:
- Mamo, to nie był włamywacz tylko kosmonauta.
Bez względu na opinie pozostałych dzieci, Dottie nie zmieniła zdania. Niezłomnie twierdziła, że w ich domu przebywał kosmonauta.

W miarę upływu czasu Patty i jej dzieci coraz rzadziej wspominali to zdarzenie. Wiosną 1975 roku Patty przypadkowo natknęła się na egzemplarz magazynu Saga, w którym przeczytała o przeżyciach innych ludzi związanych z UFO. Jego lektura rozbudziła w niej na nowo zainteresowanie zdarzeniem sprzed półtora roku. Postanowiła podjąć próbę rozwiązania tej zagadki i napisała list do redakcji, w którym podzieliła się swoimi podejrzeniami co do przebiegu zajścia. Saga przekazała tę sprawę Kevinowi Randle, młodemu badaczowi APRO, który z kolei skontaktował się z centralą tej organizacji mieszczącą się w Tucson w stanie Arizona. Randle bardzo chciał zająć się tym przypadkiem, jednak potrzebna mu była pomoc, w związku z czym zwrócił się o wsparcie któregoś z konsultantów APRO specjalizujących się w hipnozie. Jednym z nich był dr James Harder, dyrektor do spraw badań i dyplomowany hipnotyzer, którego tego typu przypadki interesowały szczególnie. Zwróciliśmy się zatem do niego z prośbą o pomoc w badaniu tej sprawy, jednak z powodu wcześniejszych zobowiązań nie był w stanie włączyć się od razu do badania. W rezultacie Randle przystąpił samotnie do gromadzenia wstępnych danych.
Gdy przybył do miasteczka, w którym mieszkali Roach’owie, w pierwszej kolejności sprawdził, czy Patty rzeczywiście wzywała policję. Okazało się, że patrol był w jej domu, przeszukał jego otoczenie, przesłuchał rodzinę i nie znalazłszy niczego niezwykłego, odjechał. W opinii osób, którzy ją znali, uchodziła za porządną kobieta. Miasteczko należało do tych, w których wszyscy znają się doskonale, dzięki czemu zdobycie tego typu podstawowych informacji nie nastręczyło większych trudności.
Wstępne rozmowy Randle’a z rodziną Roach’ów poszerzyły nieco jego wiedzę o zajściach tamtej nocy. W domu panował spokój, dopóki Keith, najmłodszy z rodzeństwa, nie obudził się z krzykiem. Powtarzał z uporem, że w kącie pokoju widział szkielet. W tym czasie ich kot głośno miauczał, a pies sąsiadów wściekle ujadał. Zaraz potem cała rodzina Roach’ów wyszła na zewnątrz i poprosiła sąsiada, aby zadzwonił na policję, a następnie udała się do znajomych, aby spędzić u nich resztę nocy.
Dalsza indagacja Dottie o kosmonautę przyniosła dodatkowe informacje. Opowiedziała między innymi o statku kosmicznym, a zwracając się do matki powiedziała:
- Nie wymazali mi tego z pamięci. Zabronili mi jednak o tym mówić komukolwiek spoza rodziny - dodała, po czym opisała statek oraz istoty znajdujące się na jego pokładzie oraz te które weszły do ich domu. Betty, najstarsza z dziewcząt, zgodziła się z podanymi przez Dottie opisami. Patty zlekceważyła zapewnienia córki. Stwierdziła, że Dottie na pewno zmyśla.
Wszystkie dokonane przez Randle’a ustalenia wskazywały, że owej nocy rzeczywiście coś się wydarzyło. Istniał policyjny raport na temat włamywacza, a mieszkający w okolicy ludzie widzieli, jak ktoś kręcił się w sąsiedztwie nim sąsiad Patty zadzwonił na policję. Wszyscy ludzie, z którymi przeprowadził rozmowy, uważali Patty Roach za całkowicie wiarygodną osobę. Dlatego też Randle postanowił doprowadzić do spotkania rodziny Roach’ówdr Harder'em.
Rankiem 8 lipca 1975 roku wszyscy zainteresowani zebrali się w domu Roach’ów. Dr Harder przez godzinę rozmawiał z Patty i uczestniczącymi w zdarzeniu dziećmi. Chciał w ten sposób zapoznać się z nimi, a przy tym zrelaksować Patty i przygotować ją do hipnozy. Początkowo wprowadził ją w lekki trans, polecając jej, aby "się skoncentrowała". Wkrótce powiedział:
- A teraz niech pani przypomni sobie ten moment, kiedy się pani obudziła. Może nam pani teraz o tym opowiedzieć. Co pani wtedy czuła?
- Byłam zdziwiona - odparła  zdecydowanie Patty.
- Była pani zdziwiona? Czy obudziła się pani wtedy? - zapytał dr Harder.
- To było jasne światło. Kiedy się obudziłam, Keitha nie było przy mnie. Wie pan, przypominam sobie, że stały nade mną dwie postacie.
Patty przez chwilę wyglądała na podekscytowaną, ale po chwili uspokoiła się i rzekła:
- Tak naprawdę to się nie bałam. Być może dlatego, iż czułam, że oni wiedzą, co robią.
- Co było potem?
- zapytał dr Harder. - Jest pani w stanie to sobie przypomnieć. Wystarczy tylko pomyśleć, że się tam jest.
- Pamiętam, że patrzyłam do góry... byli jaśni i chudzi. Kimkolwiek byli, byli chudzi. Byli ubrani jak ludzie będący w służbie.
- Na podstawie czego pani tak sądzi?
- Ich uniformów
- odparła Patty.
Kolejnych odpowiedzi udzielała z pewnym opóźnieniem, a informacje, jakich udzielała, nie były wcześniej znane. Badacze wiedzieli, że ktoś przebywał w jej domu, jednak opis tych istot oraz ich strojów był czymś zupełnie nowym. Wspomnienia te najwyraźniej budziły jej niepokój.
- Co było potem? - zapytał Harder.
- Wyglądało, jakby byli zorganizowani. Nie chciałam iść z nimi. - Czoło Patty pokryło się zmarszczkami i zaczęła się pocić. - Bolały mnie ramiona. - Uniosła prawą dłoń i pomasowała przez chwilę lewe ramię. Harder i Randle odnieśli wrażenie, że intruzi przytrzymywali ją za ręce.
- Martwiłam się o dzieci. Wszystkie były w tym pokoju. Nie, nie wszystkie - poprawiła się.
- Przejdźmy się po pokoju i sprawdźmy, kto w nim jest. Widzi pani, kto tu jest? Proszę nam to powiedzieć.
- Betty stała tam. Dottie tam... nie widziałam tu Keitha - powiedziała, zachowując się tak, jakby go szukała. - Czułam, że ktoś go trzyma, ale nie mam pojęcia, jak to było możliwe. Trzymali go. Mieli nas wszystkich.
- Czy był tam Steve? - zapytał Harder.
- Widziałam Steve’a. To była grupa i ten z kąta podszedł bliżej. Stanął obok nas - powiedziała Patty i zaczęła zachowywać się tak, jakby się czegoś bała, po czym po dłuższym wahaniu dodała:
- Nie pamiętam, co się stało.
- Potrafi pani sobie przypomnieć -
powiedział. - Może nam pani opowiedzieć, co się stało potem. Czy ktoś kazał pani o tym wszystkim zapomnieć?
- Mieli ze sobą przenośną maszynę. Działali z dużą fachowością. Ściskali mi boleśnie ramiona, ponieważ nie chciałam nigdzie iść. - Zamilkła na kilka sekund. Randle i Harder widzieli, jak jej strach narasta.
- Złapali mnie za obie ręce. - Przerwała na chwilę, po czym dodała:
- Widziałam, jak moje dzieci zmagają się z nimi.
- Nic się im nie stało. Być może to jest nieco przerażające, ale może pani to sobie przypomnieć. Kiedy to się skończyło, byliście cali i zdrowi, może więc pani śmiało wspominać całe to zdarzenie.

- Ujrzałam jasne pomieszczenie. Duże i jasne pomieszczenie i ich stojących dookoła.
- Ilu ich pani widziała?
- spytał Harder.
- Czterech albo pięciu. Wszyscy byli w uniformach. Zastanawiam się, czy naprawdę to widziałam... czy też to tylko moja wyobraźnia. - Patty zamilkła, jakby czegoś nasłuchiwała.
- Wcale nie byli tacy mili, chociaż chcieli, abym tak właśnie myślała. Działali z zimną krwią, ale nie chcieli, abym zdawała sobie z tego sprawę.
- Czy wydarzyło się coś, co skłoniło panią do myślenia o nich jako osobnikach pozbawionych emocji? - zapytał Harder.
- Traktowali mnie jak świnkę morską - odparła.
- Ludzie jako tacy zupełnie ich nie obchodzili.
- Jakiego kształtu było to pomieszczenie?
- Okrągłe. Widziałam gwiazdy na zewnątrz. Nie przez sufit, tylko przez górną część ścian.
- Ściany były przeźroczyste?
- spytał Harder.
- Nie. Tylko tak wyglądały, jakby było widać przez nie gwiazdy. Tak naprawdę były chyba nafaszerowane jakimiś urządzeniami. Pełno na nich było jakichś przyrządów i przycisków.
- Jakich przyrządów?
- zagadnął Harder. - Czy przypominały one maszyny do pisania?
- Przypominały komputery. Przebiegały przez nie faliste linie. Reszty nie chcę pamiętać. - W tym momencie Patty przytknęła dłoń do czoła.
- Czy jest coś, czego wspomnienie mogłoby wzbudzić pani przerażenie? - zapytał Harder.
- Tak - odrzekła. - Wiem o tym.
- Jak pani wie, wyszła pani z tego bez szwanku. Czy jest coś, co według pani...?
- Nie pamiętam, aby mnie badali
- powiedziała Patty przerywając Harderowi.
 słowo, ale wiem, że tak właśnie było.
Obu badaczy ogarnęło zdumienie i na chwilę dr. Harder przestał zadawać jej pytania w sprawie dalszego przebiegu zdarzeń. Przez następne piętnaście minut wracał do poprzednich spraw, o których Patty opowiedziała im wcześniej. Próbował nakłonić ją, aby zechciała powiedzieć coś więcej o badaniu, które na niej przeprowadzono. Wyglądało na to, że nie chciała przypomnieć sobie niczego, co dotyczyło tej sprawy. W końcu Harder powiedział:
- Niewykluczone że oni wmówili pani, że nie może pani niczego pamiętać, ale w rzeczywistości może pani to zrobić, jeśli tylko pani tego zechce.
- Wiem, że mogę, ale nie chcę.
- Czy dlatego, że przeżycie to było zbyt przerażające?
- spytał Harder.
- Byłam zaniepokojona.
- Nie podobało się pani ich zachowanie
- zasugerował Harder.
- Nie. - Patty zamilkła na chwilę, po czym uniosła rękę i uderzyła nią w magnetofon. Zmarszczyła brwi i powiedziała powoli łagodnym głosem:
- Nie wiedziałem, że to samo spotkało moje dzieci. Wyglądały inaczej niż mi się wydawało.
- Widzi ich pani, te "obce" istoty, teraz inaczej niż wtedy, gdy pani na nich patrzyła?
- Nie widziałam ich przedtem. Znałam je z opisu dzieci.
- Patty najwyraźniej usiłowała powiedzieć, że nie widziała ich wtedy w domu, w przeciwieństwie do dzieci, które opisały jej potem ich wygląd. To, co przypominała sobie teraz, odbiegało znacznie od wyobrażeń, jakie wyrobiła w sobie na podstawie ich relacji, gdyż pochodziło z jej własnych obserwacji. Według jej relacji istoty miały nieco ponad 1,2 metra wzrostu i były bardzo chude. Posiadały duże, skośne oczy i długie ramiona zakończone "szponiastym" dłońmi z niewielkim kciukiem. Ich ubiór przypominał odblaskowe stroje z przewieszonymi przez ramię pasami przypominającymi pasy nabojowe Sama Browna. Na rękach mieli, jak sądziła, rękawice.
Dalszych kilka minut sesji upłynęło na przypominaniu dalszych szczegółów tych samych spraw. Patty opisała, jak ponownie zostali "uniesieni w powietrze" i wrócili do domu. Zaraz potem obudził się Keith i zaczął płakać, mówiąc coś o jakimś szkielecie. Na powrót zaczęła przeżywać resztę owej nocy, relacjonując wizytę sąsiadów, którzy na jej prośbę zadzwonili na policję. Harder próbował ją uspokoić, tłumacząc, że powinna przypomnieć sobie to wszystko, gdyż w ten sposób będzie mogła pomóc swoim dzieciom.
- Kiedyś zechcą poznać prawdę, więc musi pani to pamiętać, aby móc im o tym opowiedzieć. Jak pani myśli, na jakiej informacji zależało im [tym istotom] najbardziej?
- Chcieli poznać sposób funkcjonowania naszych umysłów. Chcą za ich pomocą uzyskać informacje, których jeszcze nie znają.
- Dla mnie, jako naukowca, jest bardzo ważne wiedzieć, czego szukali
- powiedział Harder.
- Chcieli wiedzieć, w jaki sposób myślimy, jak czujemy. Nasze emocje.
- To interesujące
- stwierdził Harder. - Czy sądzi pani, że oni...
- Nie. Nie podoba mi się to, czego oni chcą.
- Uważała pani, że wywierają na panią presję?
- zapytał Harder.
- Tak - odrzekła ze złością. - Nie zważali na to, co czułam, ponieważ nie rozumieją naszych emocji.

W tym momencie Patty wyszła samoczynnie z transu. Zaczęła przypominać sobie to, co wyjawiła w stanie hipnozy. Siedziała przez jakiś czas pocierając oczy. Potem razem z Randle’em i Harderem przedyskutowała ujawnione przez siebie informacje. W trakcie rozmowy przypomniała sobie kilka dalszych szczegółów, a zwłaszcza to, że Keith nie przebywał na pokładzie pojazdu, w przeciwieństwie do trójki innych dzieci. Po naradzie uzgodniono, że jako następna hipnozie poddana zostanie najstarsza córka, Betty. Początkowo Betty bała się tego, co może sobie przypomnieć, jak również samej hipnozy. W końcu jednak zgodziła się spróbować. Harder zdołał ją nieco uspokoić i po chwili zapadła w lekki trans, jednak wyszła z niego, zanim zdołał ją o cokolwiek zapytać. Harder spróbował jeszcze raz, lecz w domu panował zbyt duży hałas i Betty ponownie bardzo szybko się obudziła.

Harder
, Randle i Patty doszli do wniosku, że najlepiej będzie ponowić próbę zahipnotyzowania Betty po kolacji w hotelu, w którym się obaj zatrzymali, gdzie łtwiej będzie stworzyć odpowiednie warunki. Patty i Betty towarzyszyć miała również Dottie.
Sesja rozpoczęła się o umówionej porze. Betty zapadła w trans szybciej niż po południu. Harder zadał jej kilka pytań nie mających związku z UFO, lecz mimo to nie uzyskał od niej odpowiedzi. Kiedy w końcu padły pytania dotyczące istot, Betty zmarszczyła czoło i obudziła się. Następna próba zakończyła się podobnie.
Później Randle i Harder zaczęli pytać Dottie bez wprowadzania jej w stan hipnozy. Ona sama była zainteresowana poznaniem tego, co się wtedy wydarzyło. Powiedziała, że po odjeździe policji powiedziała matce o obcych istotach. Po czym dodała coś zupełnie nowego: widziała ludzi czekających w "kolejce na wejście do tej maszyny".
Wcześniej tego popołudnia Randle prosił ją, aby mówiła o wszystkim, co tylko zdoła sobie przypomnieć. Powiedziała między innymi, że na pokładzie UFO widziała "Indiankę". Zapytana przez Randle’a, skąd wie, że była ta dziewczyna Indianką, odparła:
- Miała ciemną skórę i długą sukienkę.
- Powiedziałaś, że oni do ciebie mówili
- przypomniał jej Randle.
- Wysyłali do mnie myśli ze swoich głów.
 Czy pamiętasz, o czym mówili?
- zapytał.
- Ten, który stał w kącie, zapytał mnie o imię. Powiedzieli mi, że nie będę więcej chorowała.
W swoim raporcie dla APRO Randle podkreślił, że do momentu tego zdarzenia Dottie ciężko chorowała, potem zaś jej zdrowie się poprawiło.
Zapytana o "kolejkę" wyjaśniła, że widziała w niej swoją siostrę Betty oraz dwóch chłopców z sąsiedztwa.

Mimo poddania Dottie hipnozie Harder nie spodziewał się po niej zbyt wiele z powodu jej młodego wieku. Jak się okazało, miał rację. W trans weszła łatwo, lecz nie odpowiadała na pytania o UFO, a poza tym zaraz po wprowadzeniu w trans obudziła się, w związku z czym nie uzyskano od niej nic poza tym, co powiedziała im w stanie pełnej świadomości. Wszyscy zgodnie uznali, że należy przerwać tę sesję i ponowić próbę nazajutrz rano.
Harder i Randle zjawili się w domu Roach'ów wcześnie rano. Otworzyła im Dottie. Czekając na Patty, Randle wdał się z nią w pogawędkę. W trakcie rozmowy na interesujące dzieci tematy, takie jak szkoła czy zabawki, Randle wtrącał niezauważenie pytania dotyczące UFO. Zapytał ją między innymi, który z obcych powiedział jej, że nie będzie więcej chorowała.
- Ten w domu - odpowiedziała wyraźnie rozczarowana jego słabą pamięcią.
- Masz na myśli tego w kącie?
- Nie. Tego drugiego.
- Widziałaś w domu więcej niż jedną obcą istotę?
- Jedna stała w kącie, a druga przy kanapie.
- oznajmiła Dottie.
Słowa te stanowiły swego rodzaju potwierdzenie tego faktu, gdyż nikt nie mówił o obecności w domu więcej niż jednej obcej istoty oprócz Patty będącej w transie hipnotycznym. Żadne z jej dzieci nie wiedziało, co zeznała w trakcie seansu. Randle zmienił taktykę i spróbował pójść dalej, ale nie zdało się to na nic. Wyglądało na to, że czym bardziej wypytywał Dottie o to zdarzenie, tym mniej zdawała się pamiętać. Randle odnotował to w swoim raporcie, wysuwając przypuszczenie, że została ona prawdopodobnie tak zaprogramowana, aby "tracić pamięć", w miarę jak ktoś będzie się zbytnio interesował tą sprawą.
Wróciwszy do domu Patty zgodziła się na przeprowadzenie kolejnego seansu hipnotycznego. Pragnęła przypomnieć sobie więcej na temat "badania", które tak bardzo zaniepokoiło ją podczas pierwszej sesji.
Tym razem dr Harder wprowadził ją w głębszy trans niż poprzednio. Powiedział:
- ...i w miarę upływu czasu ta część pani umysłu staje się coraz silniejsza, i jest pani w stanie oprzeć się pierwotnej sugestii nakazującej pani zapomnienie tych zdarzeń. Teraz może pani przypomnieć sobie to wszystko i opowiedzieć mi o swoich pierwszych wrażeniach, jakie odniosła pani widząc te istoty.
- Chcieli, żebym z nimi poszła.
- Czy poszła pani chętnie?
- spytał Harder.
- Początkowo tak. - Umilkła na chwilę, po czym dodała: - Mieli tam mnóstwo maszyn.
- Czy niektóre z tych maszyn były połączone z panią przewodami?
- Ponieważ nie odpowiedziała, zaczął dodawać jej otuchy. - Trudno powracać pani pamięcią do tych wydarzeń. Wiem, że to bardzo przykre, niemniej potrafi je pani sobie przypomnieć. Nic się pani nie stało, a i Dottie miewa się od tego czasu lepiej. Proszę się skupić tylko na tym, co pani wtedy czuła.
- Położyli mnie na stole, po czym unieśli w górę jedną moją nogę i rękę i unieruchomili je.
- Po krótkim wahaniu dodała ze złością: - Nie podobało mi się to badanie.
- Czy było to badanie ginekologiczne?
- Częściowo tak... Nie podoba mi się to, co robią z moją głową.
- A co robią?
- Pobierają moje myśli.
To stwierdzenie było tak zaskakujące, że Harder, chcąc się upewnić, czy dobrze słyszał, zapytał:
- Pobierają pani myśli?
Patty westchnęła, lekko zadrżała i odparła:
- Tak.
- Skąd pani o tym wiedziała?
- Czułam to -
wyjaśniła, po czym ze złością w głosie rzuciła: - Nie mieli prawa ich pobierać!
- Oczywiście, że nie mieli.
- powiedział uspokajająco Harder.
- Co zrobili, żeby pobrać pani myśli?
- spytał.
- Wbili mi igłę i wyssali przez nią mój umysł, moje myśli.
- Gdzie wbili tę igłę?
- spytał Harder.
- Widziałam, jak się do mnie zbliża. - Czoło Patty pokryły zmarszczki, a przez jej ciało przeszedł wyraźny dreszcz. - Nie wiem, w które miejsce ją wbili.
- Ależ wie pani.
- Gdzieś z przodu. Nie wiem.
- Owszem, wie pani i pamięta. Może pani to sobie przypomnieć. Ma pani dosyć sił i woli, aby to sobie przypomnieć. -
Głos Hardera stał się bardziej łagodny i rytmiczny. Pod jego wpływem trans Patty pogłębił się. Harder miał nadzieję że uda mu się przełamać blokadę psychiczną w jej umyśle.
- Dobrze byłoby wiedzieć, co zrobili.
Ciało Patty napięło się, a na czole pojawiły się krople potu.
- Wolałabym nie - powiedziała.
- Proszę zrozumieć - powiedział Harder dotykając jej dłoni - że to wszystko wydarzyło się dwa lata temu i że staramy się jedynie poznać szczegóły. Nie zaszło nic groźnego. Nie rozumieli, jak bardzo silna jest pani wola.
Odpowiedź Patty okazała się niespodzianką.
- Mam nadzieję, że ich wszystkich trafił szlag.
- Co takiego?
- Mam nadzieję, że ich wszystkich trafił szlag
- powtórzyła.
Patty zdawała się z czymś zmagać, wobec czego i próbował ją uspokoić.
- To już minęło. Wyszła pani z tego bez szwanku. Teraz proszę nam powiedzieć, co było dalej.
- Ubrałam się. Nie wiedzieli.
- Nie wiedzieli czego?
- Nie wiedzieli, jacy, my ludzie, jesteśmy. Nawymyślałam im od głupców.
- Roześmiała się pod wpływem tego wspomnienia.
- Co pani odpowiedzieli?
- Nie złościli się. Robili dokładnie to, co chcieli robić. No, a tamten facet to był prawdziwy człowiek.
To stwierdzenie całkowicie zaskoczyło Randle'a i Hardera.
- Co takiego? - spytał Harder. - Co pani powiedziała? Że tam była prawdziwa ludzka istota?
- Tak.
- Był wyższy?
- wysunął przypuszczenie Harder, sądząc, że być może w tym momencie doszło do projekcji marzeń Patty, która mogła przypuszczalnie pragnąć, aby w badaniu uczestniczył jakiś człowiek.
- Tak - odrzekła. - I był łysy.
- To on prowadził badanie?
- Nie, tylko pomagał.
- Czy odróżniał się wyraźnie od innych? Skąd pani wiedziała, że to był człowiek?
- Bo wyglądał jak człowiek. Ciągle się nade mną pochylał.

W tym miejscu Patty opisała asystującego obcym istotom mężczyznę. Był średniego wzrostu i miał łysy czubek głowy otoczony wianuszkiem siwych włosów. Nosił okulary w rogowej oprawce. Potem opowiedziała o igłach, jakie wbito jej w ciało, oraz o niektórych z wykonywanych przez te istoty czynnościach. Powiedziała też, że pamięta, jak stała na wysokiej skale, spoglądając z góry na rozległą wodę, po której powierzchni przetaczały się powoli ku brzegowi niewielkie fale. Gdy o tym mówiła, jej głos stał się spokojny i monotonny. Obraz morza, jak również wielokrotne opisy tej sceny stanowiły zdaniem Randle'a i Hardera element techniki hipnotycznej stosowanej przez te istoty. Następnie Patty przypomniała sobie jedno z pytań, które jej wówczas zadano.
- Co kocham? Czego nienawidzę? Jakie lubię zwierzęta? Pytali o moją rodzinę. Manipulowali mną.
- Dlaczego pani tak myślała?
- Nie miałam wyboru.
- Jakiego rodzaju informacji chcieli?
- Potrzebowali nas.
- Co takiego?
- Harder pochylił się jeszcze bardziej, żeby lepiej słyszeć.
- Nie wiem, dlaczego nas potrzebują - odrzekła.
Milczała przez chwilę, po czym powiedziała:
- Byli bardzo zaaferowani. Musieli szybko zebrać informacje. Nie wiem, czy mi się tylko tak zdawało, ale odniosłam wrażenie, że ograniczali czas.
Ostatnie stwierdzenie było niejasne, toteż Harder poprosił o jego powtórzenie.
- Oni ograniczali czas, a my nie.
- Co wywołało u pani wrażenie, że dysponują ograniczoną ilością czasu?
- Nie ilością czasu
- wtrąciła Patty. - Ja nie... Nie wiem, co to znaczy.
Przez kilka następnych minut Patty opowiadała o swoich wrażeniach. Na pytanie, czy obce istoty wprowadziły ją w stan hipnozy, odrzekła, że nie wie. Zapytana z kolei, czy doświadczyła uczucia podobnego do tego, jakiego doznaje w chwili obecnej, oświadczyła:
- Dlatego właśnie tak bardzo tego nie lubię.

Na uwagę zasługuje fakt, że o ile w stanie hipnozy Patty stawiała momentami opór, o czym świadczy choćby jej ostatnia uwaga, to jednak świadomie gorąco pragnęła poznać prawdę.
Patty pamiętała, że po przebudzeniu ubrała się i że żadna z istot nie pomagała jej w tym. Stały z boku i czekały. Niepokoiła się o dzieci, więc zapytała je, gdzie one są, ale nie otrzymała odpowiedzi. Bała się, że mogły zostać ranne. Zaczęła płakać i prosić, żeby je jej oddali. Harder zapewnił ją, że wszystko jest w porządku, że jej dzieci są zupełnie bezpieczne. Jej strach o nie był jednak tak silny, że niemal w tej samej chwili wyszła samoczynnie z transu.
Szybko odzyskała spokój i chętnie opowiadała o swoim przeżyciu. Dorzuciła sporo nowych szczegółów do opisu mężczyzny, o którym wspomniała w transie. Miał około pięćdziesięciu pięciu lat, czarne ubranie i gumowe rękawice na dłoniach. Stwierdziła, że był w stosunku do niej uprzejmy, ale próbował ją jej zdaniem oszukać, wmawiając jej, że to on pozwolił jej odbyć podróż tym pojazdem.

Po trwającej jakiś czas rozmowie poświęconej informacjom, jakich Patty udzieliła w trakcie dopiero co zakończonego drugiego seansu hipnotycznego, wszyscy troje, Harder, Randle i Patty, postanowili jeszcze raz spróbować poddać hipnozie Betty. Betty chętnie przystała na tę propozycję i w ciągu kilku sekund zapadła w trans. Początkowo Harder wypytywał ją o całkiem zwyczajne sprawy, takie jak na przykład jej ostatnie urodziny. Kiedy już uznał, że trans jest dostatecznie głęboki, zapytał o noc, w czasie której zjawiły się obce istoty. Betty ocknęła się natychmiast, gdy tylko usłyszała pytanie. Już drugi raz samoistnie wyszła z transu na wspomnienie obcych istot. Mogło to oznaczać, że przeżycie to wywołało w jej psychice uraz i podświadomość chroniła ją w ten sposób przed jego wspominaniem. Albo też istoty te umieściły w jej umyśle blokadę psychiczną. W związku z tym Harder postanowił zmienić taktykę.
Ponownie wprowadził Betty w stan hipnozy, tym razem jednak zapewnił ją, że nie będzie zadawał jej żadnych pytań na ten temat, zaś ona ma jedynie skoncentrować się na przypomnieniu sobie tego, co się wtedy wydarzyło. Jeżeli będzie chciała o tym opowiedzieć, ma podnieść rękę. Po kilku minutach ponownie wyszła z transu, nie przekazując żadnych informacji. Tym razem pamiętała jednak więcej. Opisała obce istoty oraz wnętrze statku. To, co mówiła, w wielu punktach było zgodne z relacją Patty, różniło się jednak z nią na tyle, żeby wiadomo było, że pochodzi z innego źródła. Duże podobieństwo ich opisów przemawia za ich prawdziwością.

Na wieczór tego dnia Harder i Randle zaplanowali końcową sesję hipnotyczną z udziałem Patty i Betty. Obie zostały równocześnie wprowadzone w trans, przy czym Betty miała skoncentrować się na statku i na rozgrywających się w nim wydarzeniach, natomiast Patty narysować obcą istotę. Wziąwszy kartkę i ołówek, Patty usiadła na kanapie i patrzyła nieruchomo przed siebie, jakby koncentrując się nad czymś. Po kilku minutach przystąpiła do rysowania. Wykonany przez nią rysunek pokrywał się z jej wcześniejszymi opisami, z tą jednak różnicą, że zawierał więcej szczegółów.
W czasie następnych kilku minut rozmowy Patty ponownie opisała Harderowi i Randle’owi człowieka, który współpracował z obcymi istotami, oraz wygląd wnętrza pojazdu. Widziała tam, wprawdzie niezbyt wyraźnie, "zegar o wielu wskazówkach, które przesuwały się bez przerwy".
- Co jeszcze pani widziała? - zapytał Harder.
- Szklane skrzynki.
- Stały pod ścianą i wyglądały, jakby wypełniał je kolorowy płyn. Nie miałam przy sobie okularów, więc nie widziałam tego wyraźnie. Było tam jasno. Proszę pozwolić mi zejść.
Przypuszczalnie chodziło jej o to, aby pozwolono jej zejść ze stołu, na którym została umieszczona wewnątrz pojazdu.
Opowiedziała następnie jak została wytarto jakąś szmatą i zwrócono ubranie. Nikt nie próbował jej pomóc. Potem istoty chwyciły ją za ramiona i "przeniosły z powrotem do domu". Będąc nadal w transie zaczęła w tym momencie płakać i głośno wyrażać swój niepokój o dzieci. Po chwili samoczynnie wyszła z transu, mimo że nie otrzymała takiego polecenia. Już w stanie świadomości przypomniała sobie fakt, do którego nie potrafiła wcześniej dotrzeć, że miała wbitą w brzuch igłę, lecz nie odczuwała żadnego bólu.

Zaraz potem z transu wyszła Betty i opisała to, co zapamiętała. Stała wewnątrz pojazdu w pobliżu ściany i przyglądała się obcym istotom zgromadzonym wokół stołu, który nie mając nóg czy innych podpór, zdawał się wisieć nieruchomo w powietrzu. Na nim leżała jej matka. Z pewnymi oporami oznajmiła Harderowi i Randle’owi, że była naga. Nie widziała dokładnie, co z nią robiono, gdyż była mocno przestraszona. Pamiętała jedynie, że wśród istot znajdował się jakiś człowiek.
Betty wykonała szkic przedstawiający stół, matkę, trzy obce istoty oraz asystującego im mężczyznę. Rysunek przedstawiający tego człowieka jest szczególnie interesujący, ponieważ nikt nie wspominał o nim Betty. Rysunek przedstawiający scenę badań jest bardzo prosty, niemniej pasuje do sporządzonego przez Patty opisu stołu, a także ukazuje taką samą liczbę obcych istot i człowieka oraz ich położenie względem stołu i Betty.
 

Należy wspomnieć o jeszcze kilku szczegółach. Kiedy Patty obudziła się, Keith szybował w powietrzu oddalając się od niej. Betty, Steven i Dottie zostali zabrani ze swoich sypialni na górze, natomiast Tim, Tom i Mary pozostali w łóżkach. Gdy Patty wróciła do domu, dzieci zostały już do tego czasu z powrotem umieszczone w swoich łóżkach. Po przebudzeniu stwierdziła, że Keith, jej najmłodsze dziecko, leży na kocu na podłodze. Wydało jej się to dziwne, ponieważ wiedziała, że Keith nigdy by nie zasnął w takim miejscu, zresztą nawet by nie dopuściła, aby tam leżał. Możemy zatem założyć, iż położono go tam w czasie, kiedy reszta przebywała w pojeździe.
Obudziwszy się pod wpływem płaczu Keitha, Patty niezwłocznie sprawdziła, co się dzieje z resztą dzieci i nakazała im przejść do domu sąsiadów. Jedyną rzeczą, która wskazywała, że jest z nimi coś nie tak, był fakt, że Mary i Dottie, śpiące zazwyczaj razem, spały w łóżku nie na swoich miejscach. Należy przypuszczać, że po zniknięciu Dottie, Mary przetoczyła się na jej miejsce. Odstawiwszy z powrotem Dottie, położono ją na wolnym miejscu. Obce istoty uznały zapewne ten szczegół za mało istotny, albo po prostu nie spostrzegły różnicy.

Późniejsza dyskusja z Patty ujawniła, że w jej odczuciu twarze obcych istot w ogóle nie były twarzami, a jedynie maskami. To jej przekonanie brało się po części stąd, że wszystkie trzy istoty wyglądały identycznie.
Uwaga o zbliżającej się igle i "pobieraniu" myśli prowadzi do interesującej konkluzji. W eksperymentach przeprowadzanych przez dra Wildera Penfielda z Uniwersytetu McGilla do stymulacji różnych obszarów kory mózgowej używano sondy, przez którą płynął słaby prąd elektryczny. Poddawany eksperymentom pacjent Penfielda cierpiał na padaczkę ogniskową. Po ukończeniu badań Penfield doszedł do wniosku, że wszystko, co odbieramy świadomie, jest gromadzone w mózgu i może być odtworzone. Techniki wykorzystywane przez obce istoty w przypadku Patty Roach mogły być o wiele bardziej zaawansowane, lecz oparte na podobnej zasadzie. Jeśli tak, to jest prawdopodobne, że mogły one "odtwarzać" i rejestrować myśli oraz przeżycia istot ludzkich. Tego rodzaju technika stanowiłaby jeden z ostatnich etapów dogłębnych badań nad ludzką rasą prowadzących do otrzymania psychologicznego modelu ludzkiego umysłu. Byłaby to też świetna metoda gromadzenia inteligencji.

W jaki sposób owe istoty zdołały wejść do domu i niepostrzeżenie przenieść do swojego pojazdu kilka osób? Kwestia ta nie dawała nam spokoju, dopóki nie poznaliśmy lokalizacji domu Roach'ów oraz topografii najbliższej okolicy. Dom położony jest w pewnej odległości od obrzeży miasta w słabo zaludnionej okolicy. Najbliższy sąsiedni dom położony jest w odległości odpowiadającej długości miejskiej ulicy. Pojazd zatrzymał się na polu otoczonym drzewkami, które zapewniły mu skuteczną osłonę. O ile wspomnienia Dottie są dokładne, to oprócz niej, jej rodzeństwa i Patty, wzięte zostały także co najmniej trzy inne osoby z sąsiedztwa. Rodziny dwóch rozpoznanych przez Dottie chłopców wyprowadziły się w międzyczasie i jak na razie miejsca ich pobytu pozostają nieznane. Mamy nadzieję, że pewnego dnia w przyszłości będzie można z nimi porozmawiać i być może wzbogacić zasób posiadanych przez nas informacji.