PUFOC>>Fakty\Wzięcia\Porwanie Xaviera\
Porwanie Xaviera Clarésa Jereza

Bohaterem jest Xavier Clarés Jerez, dwudziestotrzyletni mieszkaniec Barcelony, urodził się 7 sierpnia 1961 w położonej na południowym wybrzeżu Hiszpanii Almerii. Z zawodu jest fotografem i kreślarzem.

W niedzielę 21 lipca 1985 roku Xavier wyszedł z domu o godzinie 8.00. Oznajmił żonie, że udaje się swoim samochodem, czerwonym Renault–5, .zrobić kilka zdjęć w Vallgorguiny, małej wioski położonej w odległości około 25 kilometrów od Barcelony. Ze sobą zabrał swój najlepszy aparat fotograficzny, trzydziestomilimetrowy, który załadował filmem kolorowym do slajdów o czułości 100 ASA, oraz dodatkowo skonstruowany przez siebie aparat skrzynkowy.
Po około dwóch godzinach spędzonych w Vallgorguinie, wyruszył w drogę powrotną. Dzień był bezchmurny i bardzo piękny.
Xavier zawsze sprawdza i zapisuje przejechane kilometry. Dlatego i tym razem, gdy wrócił do domu zdziwił się, gdy zobaczył na liczniku przejechane 300 kilometrów, zamiast 50. Zbiornik paliwa również został prawie całkowicie opróżniony mimo, że gdy wyruszał był prawie cały pełen. Samochód był cały ubrudzony, koła i podwozie całe w błocie. W całej okolicy, gzie przejeżdżał w tym czasie było wyjątkowo sucho.
Inną rzeczą jaka go zdziwiła by fakt, że wszystkie sklepy były otwarte jak w zwykły dzień, mimo, że była niedziela, jak sądził.
Gdy wrócił do domu, jego zona i brat wyszli mu na spotkanie z wyraźnym wyrazem ulgi na twarzy. Byli zdenerwowani i powiedzieli:
- Gdzie, do diabła, byłeś przez cały ten czas? Gdzie spałeś?
Zdezorientowany zapytał jedynie:
- Dlaczego wszystkie sklepy są otwarte w niedzielę?
- Po pierwsze - odparł brat - dzisiaj jest poniedziałek, a nie niedziela, jest godzina osiemnasta. Szukaliśmy ciebie praktycznie we wszystkich komisariatach w mieście i kilku szpitalach. Baliśmy się, że miałeś wypadek samochodowy!
Nikt z nich nie wiedział co się wydarzyło. Kiedy Xavier zaczął sprawdzać swoje aparaty zauważył, że licznik zdjęć w nowoczesnym aparacie fotograficznym wskazywał, że wykonał ich kilka. To go bardzo zdziwiło, ponieważ nie mógł sobie przypomnieć, aby robił nim jakiekolwiek zdjęcia.
Wiedzionyy wielką ciekawością wywołał slajdy i tu czekała go przerażająca niespodzianka. Ciąg slajdów przedstawiał zielone demoniczne twarze. Mocno zdenerwowany skontaktował się z Carole Ramis, znaną parapsycholog od wielu lat prowadzącą praktykę w Barcelonie. Znała obu braci od siedmiu lat i wiedziała, że są godnymi zaufania, uczciwymi ludźmi bez skłonności do głupich żartów.
Wiedziała też, że Xavier miewał już wcześniej dziwne nocne lub "oniryczne" przeżycia. Na przykład kiedyś nocą odwiedzili go niewielcy wzrostem humanoidzi o klasycznym, znanym ufologom wyglądzie, którzy pokazali mu szereg różnych rzeczy, w tym piramidy. Zawsze czuł, że te istoty są przyjazne i nie zamierzają zrobić mu żadnej krzywdy.
Nie wiemy oczywiście, czy te "wizyty" miały naprawdę miejsce i były "rzeczywiste", czy też były "oniryczne", czyli marzeń sennych. Zdaniem Xaviera istoty te były rzeczywiste.
Widok twarzy na slajdach wykonanych przez Xaviera zaniepokoił Carole Ramis, która zaproponowała mu poddanie go hipnozie w celu ustalenia, co się z nim działo w czasie tych "straconych" 34 godzin. W tym celu zapoznała go ze znanym hiszpańskim parapsychologiem i dyplomowanym hipnotyzerem, profesorem Francisco de Asis Rovatti Heredią, który brał już wcześniej udział w badaniu kilku przypadków wzięć, w tym przypadku Prospery Munoz, która przeżyła wzięcie w wieku siedmiu lat.
 
Transkrypcja pierwszego seansu hipnotycznego przeprowadzonego
przez prof. Francisco de Asis Rovatti Heredię z Xavierem Clarésem Jerezem
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:


Rovatti:

Xavier:



Rovatti:
Xavier:


Rovatti:


Xavier:



Rovatti:
Xavier:


Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:


Rovatti:
Xavier:



Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:



Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:




 
Proszę mi powiedzieć, dokąd pan jedzie?
Do Vallgorguiny.
Proszę mi powiedzieć, jak przebiega jazda.
Jest niewielki ruch... [Długa pauza] Jadę z prędkością między osiemdziesiąt a dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę... [Długa pauza] Mam pełny bak, napełniłem go wczoraj... [Długa pauza] Pogoda jest wymarzona.
Proszę jechać dalej. Chcę, aby opowiedział mi pan teraz o swoim przyjeździe do Vallgorguiny.
Wyjechałem z miasta drogą prowadzącą do dolmenu... Widziałem, że zaznaczyli go na drogowskazie, więc skierowałem się w tamtym kierunku... Zdaje mi się, że złapałem gumę...
Zatrzymuje się pan?
Nie, to nie guma. Widzę przed sobą jakąś mgiełkę3, ale dokładnie nie wiem, co to. Pogoda jest ładna i słoneczna... [Długa pauza] Robię się bardzo senny i powoli zapadam w sen.
Proszę zasnąć, ale niech pan pamięta, że pan śpi. Proszę teraz przypomnieć sobie swój sen. Proszę przypomnieć sobie swój sen. Jaki? Zaraz będzie pan mógł go sobie przypomnieć.
Śpię na ziemi. Nie wsiadłem z powrotem do samochodu... Jakaś ciecz leje się na mnie... jest trochę lepka... ojej... jest okropna...
[Długa pauza] Chcę wsiąść do samochodu.
I nie może pan?
Nie. Drzwi są zamknięte, a kluczyki są na zewnątrz, ale nie mogę ich znaleźć. Nie wiem, gdzie je zostawiłem... Nie wiem także, dlaczego zaczęło właśnie teraz padać.
Tak! Pada deszcz?
No, to, co pada, jest lepkie. To nie woda.
Jest lepkie? Lepkie?
Chce mi się spać.
Spać?
Nie, nie mogę. To, co kapie na mnie, przeszkadza mi w tym. Jestem pewny, że to nie jest woda... I wszystko zasnute jest chmurami.
Co się teraz dzieje? Przypomina pan sobie?
Tak... Całe szczęście, że bagażnik jest otwarty. Teraz robię zdjęcia aparatem skrzynkowym.
Jakie zdjęcia? Proszę powiedzieć, co one przedstawiają?
Fotografuję niebo i ten padający deszcz. Obawiam się, że płytki są uszkodzone, a nie chcę wyjmować drugiego aparatu. Mógłby się zniszczyć... Chcę wsiąść z powrotem do samochodu i odjechać stąd...
Co teraz pan robi?
Najwyraźniej będę musiał podejść z aparatem skrzynkowym. Chcę także zabrać ze sobą swój drugi aparat, ten nowoczesny. Nie chcę, aby zdjęli go ze mnie... [Długa pauza i ciężkie oddechy] Film, który w nim jest, jest dla mnie bardzo cenny.
Co było dalej? Im więcej pan mówi, tym bardziej pan odpoczywa.
Widzę ich.
Jak wyglądają?
To nie ci, których zwykle widuję. [Ma tu na myśli istoty, które pojawiają się regularnie u niego w domu] Nie są do siebie podobni ani trochę. Nie podobają mi się ich twarze. Chcę wrócić do samochodu... [Pauza] Nie chcę więcej na nich patrzeć, a poza tym nie widzę powodu, aby iść z nimi.
A teraz co się dzieje?
Chcą, abym poszedł z nimi. Chcą zobaczyć, jaki jestem.
Rozumiem.
Ale ja nie chcę iść z nimi.
Co robi pan teraz?
Nie podobają mi się ich twarze. Każą mi iść. Nie chcę, ale mi każą.
Jak? Jak pana zmuszają? Proszę mi to wyjaśnić.
Wydaje mi się, jakby coś mnie ciągnęło... Chcą chyba, abym upadł, ponieważ schodzę w dół zbocza, tam gdzie nie chcę...
Proszę się nie bać.
Potknąłem się.
Dopóki jestem przy panu, nic panu nie grozi. Proszę kontynuować.
Potknąłem się idąc tym zboczem.
Rozumiem.
[Kilka głębokich oddechów] Nie chcę iść tak daleko w dół. [Kilka kolejnych głębokich oddechów] Nie wiem, dlaczego proszą mnie, abym wszedł. Boję się jaskiń. [Dyszy] Z trudem oddycham... Jest okropnie i, co gorsze, nie mogę się obrócić... a oni dobrze się bawią. [Kilka sapnięć]
Dlaczego tak się zachowują?
Nie wiem, dlaczego chcą, abym wszedł tak daleko w głąb. Ta jaskinia mnie przeraża. Nigdy w niej nie byłem. Nawet nie wiedziałem, że w ogóle istnieje.
Proszę nam powiedzieć, jak jest oświetlona?
Widać... Wpada tu jakieś światło, ale jest dosyć ciemno. Nie chcę się kłaść i odpoczywać. Duszę się. Tu jest mało powietrza. [Głośno sapie]
Spokojnie, spokojnie. Proszę sobie dalej przypominać.
Cuchnie.
Czy ten zapach jest panu znany?
Nie. [Nadal sapie. Podczas wcześniejszego wywiadu Xavier powiedział autorowi tego raportu, Antonio Riberze, że ten zapach przypominał mieszaninę zapachu zgniłych jaj (siarkowodoru) i palonego koksu.] A poza tym tu jest bardzo brudno. Ściany są lepkie [sic!]. Nie wiem, gdzie jest zaparkowany samochód i gdzie są kluczyki. Trzymają mój aparat skrzynkowy. [Długa pauza przerywana sapnięciami] Nie otworzysz go [lekko ironicznym tonem].
W tym momencie do dialogu włącza się przysłuchująca mu się uważnie Carole Ramis.
Ramis:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:


Ramis:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:









Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:




Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Rovatti:




Xavier:

Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:








Rovatti:
Xavier:
Ramis:
Xavier:












Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:


Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:

Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:


Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:

Ramis:
Xavier:




Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Ramis:
Xavier:

Ramis:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:



Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:


Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Ramis:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:
Rovatti:
Xavier:

Rovatti:
Xavier:




Rovatti:
Kto robi zdjęcia?
Próbują otworzyć aparat skrzynkowy i boję się, że zniszczą płytki... Dlaczego są tacy głupi? Czyżby nic nie wiedzieli o materiałach fotograficznych?...
Mogą się zepsuć (zamglić)...
Oczywiście, że mogą się zniszczyć. Stanie się to, jak tylko go otworzą... Dzięki Bogu, że tamten powiedział im, aby go nie otwierali... Wygląda na to, że zna się trochę na tym
[mówi o jednym z nich].
W jakim języku rozmawiają?
Takim samym, jak ja. Rozumiem ich doskonale.
Słyszy pan ich głosy?
Nie. Czuję je w sobie. [Przypuszczalnie porozumiewają się z nim telepatycznie]
Co chcą z panem zrobić?
Chcą, nie wiem dlaczego, coś włożyć w moje ramię. Nie zamierzam oczywiście im na to pozwolić. Jeżeli będą mnie traktowali jak w chwili wchodzenia do jaskini, to tak samo będę stawiał im opór... [Pauza] Nie chcę, aby cokolwiek wkładali do mnie. [Długa pauza z głośnymi głębokimi oddechami] Na pewno wam się nie uda włożyć tego we mnie... A poza tym znam się co nieco na medycznych sprawach. To wygląda jak cewnik... ale nie widziałem, do czego był podłączony... Wcale nie zamierzam pozwolić im wkłuć go w moją żyłę... to pewne, ponieważ muszę wrócić do Barcelony dziś wieczorem. Mam pilną robotę do wykonania i nie mam ochoty zostawać tu. Chcę wyjść z tej jaskini. Muszę wrócić do samochodu... [Pauza] Nie chciałem, aby wkładali to we mnie [niemal płaczliwym głosem].
Wstrzykują coś do ciebie, czy odciągają?
Wydaje mi się, że pobierają coś ode mnie.
Tkankę czy płyn?
To jest ciecz i napełniają nią... to, co trzymają przede mną... Nie wiem, co to... [Długa pauza. Hipnotyzer pyta w tym miejscu o coś, ale nie słychać tego wyraźnie z powodu głośnych oddechów Xaviera.] Nie podobają mi się. Pod żadnym względem nie przypominają tych, których widuję. Ci są tylko nieco niżsi ode mnie, a ich twarze przerażające.
Jak są ubrani?
Są mocno pomarszczeni. Nie widać na nich żadnego ubrania.
Mają coś na głowach?
Ten, który mi to robił
[pobierał coś z ciała] ma włosy, ale pozostali nie...
Jakiego są one koloru?
Szarego... brudnoszarego.
Na ile lat wyglądają?
Na trzydzieści.
Proszę mnie teraz posłuchać uważnie: Proszę się odprężyć. Kiedy się pan obudzi, kiedy się pan obudzi, kiedy wyjdzie pan z tego stanu, będzie pan doskonale pamiętał twarz jednego z nich i narysuje ją pan. Kiedy wyjdzie pan z tego stanu, będzie pan doskonale pamiętał twarz jednego z nich i narysuje ją pan. Teraz niech się pan dalej odpręży i dalej przeżywa, to co się działo...
Są odrażający, jak gdyby lepcy. Nie lubię, jak mnie dotykają. Po ich dotyku czuję się cały lepki...
[Długa pauza z bolesnym sapnięciem]
Co teraz robią?
Dotykają moich rąk...
[Długa paua i głębokie westchnienie] Chcę, aby przestali!
Dotykają twojej głowy?
Nie, głowy nie. Moje ręce... Dlaczego nie mogę poruszyć nogami? Nie mogę usiąść i przyglądać im się...
[Ponowne głębokie westchnienia] Ich dotyk jest wstrętny [prawie mamrocząc]... A teraz podłączają coś do mojego ramienia... [Długa pauza i gest zaniepokojenia] Dlaczego nie pozwalają mi wrócić do samochodu?... Teraz nawet nie mógłbym się poruszyć... Nie chcę, aby cokolwiek przykładali mi do ramienia. Będę musiał to narysować. [Przez cały ten czas jego oddech jest utrudniony i wskazuje na przeżywanie bólu.] Nie chcę tego! Kto nas sprowadzi na dół? Nie wiesz... [mówi to, jakby zwracał się do jednej z istot]. Nie potraficie...
[Przerywając Xavierowi] Skąd oni są? Skąd oni są?
Dlaczego nie chcą mi powiedzieć?
[Wzdycha głęboko] Wiedzą, skąd ja jestem.
Dlaczego oni... tobie? [Część pytania jest niezrozumiała z powodu głośnego sapania Xaviera]
Taka planeta nie istnieje. Nie wiem o żadnej planecie zwanej Kasjopeja, o której mówisz, ani jakimkolwiek miejscu o tej nazwie... [
Pauza i sapanie] Nadal nie rozumiem, co tu robię... ani czego chcecie... [Pauza] Dlaczego tu jestem? Powiedzcie mi... Nie rozumiem tego... Wszystko wydaje mi się coraz bardziej pogmatwane i nie podoba mi się, to co włożyliście w moje ramię! [Energicznie] Jeżeli zostały jakieś ślady, to będą one widoczne! Zresztą i tak mi nikt nie uwierzy. Dlaczego wam tak zależy, żeby nikt mi nie uwierzył? Jeżeli mam być szczery, to i tak nie mam zamiaru nikomu o tym mówić... [Pauza] Pomyśleliby, że jestem stuknięty. A nie chciałbym tego. Zawsze byłem raczej zrównoważony... Nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło... Nie mogę uwierzyć, że tu jestem... to musi mi się śnić... Mam nadzieję, że kiedy się obudzę, nie będzie mnie tu... Mnie tu nie ma, a wy nie istniejecie... Nie mogę w to uwierzyć!
Robią zdjęcia aparatem skrzynkowym, prawda? Robili je?
Fotografują mnie! Po co im to?
Robią je pańskim aparatem skrzynkowym?
Obydwoma – aparatem skrzynkowym i tym drugim... Widzę, że potrafią się z nim obchodzić... zniszczą go, a on jest przecież taki drogi... Dlaczego chcą mnie sfotografować?
Jak to tłumaczą? Dlaczego wstrzykują to do twojego ramienia?
Teraz chcą coś wyjąć ze mnie, ale nie wiem, co to takiego... Bardzo się tym interesują... Chcą coś zrobić... drugą osobę taką jak ja. Są stuknięci. Tak, są stuknięci.
Czy w tej jaskini są inni ludzie?
Mówią, że chcą zrobić drugiego takiego człowieka, jak ja.
O... "klona"? Co powiedzieli?
Chcą mnie podmienić.
Umysłowo?
Chcą zrobić drugiego takiego jak ja... a potem pozbyć się mnie. Ale to się im na pewno nie uda, ponieważ moja wola jest silniejsza od ich... Teraz mnie usypiają...
To proszę spać.
Nie, nie chcę.
Ależ tak... proszę spać, odprężyć się...
Nie chcę spać. [Długa pauza] Muszę wracać... Są ludzie, których kocham, i jeśli zrobią mojego sobowtóra...
Mógłby być brany za pana?
Właśnie tego chcą!
Rozumiem, że pan to Xavier?
Oczywiście, że ja to ja. Jestem pewien, że nie uda im się... Nawet gdyby wzięli to ze mnie, nie udałoby im się... Wiem, kim jestem... I wiem, co muszę teraz zrobić...
Co pan musi zrobić?
Wrócę do samochodu i każę go umyć.
Dlaczego? Jest brudny?
Tak. Sądzę, że tak.
Dlaczego?
Nie wiem. Pobrudził się, gdy ta lepka ciecz zaczęła spadać na maskę.

Tak?
Lubię, kiedy samochód jest czysty.
Te ślady są tłuste?
Tak, to było tłuste i wstrętne... A na dodatek, zjedli kanapki, które miałem ze sobą...
Gdzie? Gdzie je zjedli?
Z tyłu za samochodem... Dostali się jakoś do środka. Nie wiem jak, ponieważ wszystko było pozamykane oprócz bagażnika... Są tacy odrażający. Będę musiał uprać pokrowce. Koniecznie będę musiał zrobić to dziś wieczorem. Nie będę spał dziś w nocy. Przez cały czas będę pracował... Jeśli tylko zasnę, to na pewno przyjdą z sobowtórem.
Po co im ten sobowtór?
Chcą mnie zmienić.
Twój umysł?
I moje ciało.
Całe ciało wraz z umysłem?
To ma być ktoś inny w takim samym ciele. Nie chcę, aby to się im udało.
Ten drugi Xavier, czy on może być pozytywny, czy...?
Nie wiem.
Czy negatywny?
Jeżeli ten drugi zajmie moje miejsce, to ja umrę. Nie chcę tego.
Kto panu obcina włosy?
Oni. Nie mogę podnieść głowy...
Dlaczego je obcinają?
Chcą je skopiować.
W porządku, Xavier. Odpręż się teraz, odpręż się...
Dlaczego chcą skopiować moje włosy?
Czy to ma coś wspólnego z tamtymi twoimi małymi przyjaciółmi?
Nie, ci drudzy nie chcą, aby ci to zrobili. Tak mi mówią... Nie podoba im się, to co się dzieje.
Ale nie interweniują?
To jest porwanie. Nie mogą. Ci nie wpuszczają ich tutaj.
Jak pan wychodzi z jaskini?
Wyprowadzają mnie.
Jak?
Właśnie siedzę w samochodzie.
I dokąd pan teraz jedzie?
Ale brak mi włosów...
[Pauza] No tak, nie mam kluczyków i nie wiem, jak dostać się do samochodu... Wiem tylko, że za mną jest ten drugi, taki sam jak ja, ale który nie jest mną... Obejrzałem się i zobaczyłem go... siedzi w moim samochodzie...
Gdzie są...
Tak.
Więc jest jeszcze jeden Xavier, dokładnie taki jak pan?
Ubrany jest dokładnie tak samo, jak ja, ale ma długie, nie takie jak ja, włosy. Nie może być moim odbiciem. Mam teraz krótkie włosy i nie wiem dlaczego, jako że nie byłem u fryzjera.
Ten drugi Xavier jest razem z panem w samochodzie?
Wjeżdżamy na autostradę i właśnie przesiadł się do przodu.
Siedzi teraz obok pana?
Jest tutaj.
Co mówi?
Nic. Po prostu śmieje się.
Nie pyta pan go o nic?
Nie, bo wygląda jak mój bliźniak. Poza tym ubrany jest tak samo, jak ja.
Co pan z nim robi. Każe mu pan wyjść?
[Z niepokojem] Ale on jest odwrotny. Jest odbiciem.
Jak gdyby widział się pan w lustrze z dłuższymi...
Tak, ale on jest żywy!
Co pan z nim robi?
Jest tutaj ze mną! Nie widzicie go?
Teraz?
Jest ze mną w samochodzie. Siedzimy razem w samochodzie...
Kiedy zamierza wysiąść?
Zamierzam zostawić go teraz tutaj, na rogu Vallespir, tak jak mi powiedział.

Vallespir? Na jakim rogu?
Na rogu Vallespir i Condes de Belloch.
Rozumiem.
Musi iść do swojego domu, a ja do pracy...
[Pauza] Co więcej, widziano go, jak wysiadał! [Podekscytowany] Właśnie spotkałem sąsiada...
Tak?
Ale nie rozmawiał ze mną ani z nim, poza tym tamten nic nie mówi... Nie wiem, czy w ogóle wie, jak się mówi. Człowieku, nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. To nie może dziać się naprawdę. Na pewno śnię. Na dodatek dzisiaj jest niedziela, a wszystkie sklepy są otwarte. Wie pan? Dlaczego tak jest? Dlaczego sklepy są dzisiaj otwarte?... Jest godzina osiemnasta.
W porządku, Xavier. Niech pan wraca i usiądzie obok mnie.
(koniec zapisu)

Komentarz Antonia Ribery:
"Sobowtór"

Gdy podczas seansu Xavier mówił o swoim sobowtórze sporządzonym przez istoty, które go porwały, Carole Ramis użyła słowa "klon". Jest to jasne, że odnosiło się to do nowej techniki dziedziny inżynierii genetycznej zwanej "klonowaniem", oznaczającej tworzenie jednej lub więcej istot w oparciu o kod genetyczny zaczerpnięty z pojedynczej macierzystej komórki. Nie sądzę jednak, żebyśmy mieli do czynienia z tą metodą w przypadku Xaviera. Uważam, że doszło tutaj do reprodukcji, na co wskazuje obcięcie mu włosów.
Jego włosy zostały tak wyskubane, że musiał następnego dnia udać się do fryzjera, aby doprowadzić je do porządku.
Gdy w pełni zdał sobie sprawę z istnienia swojego sobowtóra, sama myśl o tym fakcie napawała go przerażeniem i jednocześnie oburzeniem. Nieustannie zadawał sobie pytanie: W czym mógł uczestniczyć? Dlaczego go wykonano? W jakim celu?
Można sobie bez trudu wyobrazić, jak bardzo wzrósł jego niepokój, kiedy sąsiad powiedział do niego: "Xavier, po co chodziłeś wokół swojego domu w niedzielę?"
Było to wkrótce po powrocie Xaviera do domu nazajutrz – a jak pamiętamy, wrócił w poniedziałek o godzinie 18, a do wzięcia doszło w niedzielę.
Kilka dni później inny jego znajomy powiedział mu, że widział go na Avenida Marques del Duero, popularnie zwanej "El Paralelo" - ulicy w Barcelonie, na której nie był od wielu miesięcy. Zapytawszy go, jakie miał na sobie wtedy ubranie, znajomy podał mu opis, który odpowiadał ubraniu, które miał na sobie w czasie wzięcia.
Pewnego wieczoru Xavier wybrał się na obiad do swojej ciotki. Widząc go, powiedziała wielce zdziwiona: "Co... to znowu ty! Przecież dopiero co wyszedłeś, mówiąc, że nie zostaniesz na obiedzie..."
Xaviera nie opuszcza ani na chwilę pytanie o to, gdzie aktualnie przebywa jego sobowtór, co w świetle tych wszystkich zdarzeń nie jest wcale takie dziwne.


Komentarz Gordona Creightona
wydawcy Flying Saucer Review:

Jeśli chodzi o problem "sobowtórów", nie muszę dodawać, że nie jest to pierwszy przypadek, o jakim słyszeliśmy. Weźmy chociażby przedstawiany już na łamach naszego pisma [Flying Saucer Review] przypadek Antonia Alvesa Ferreiry.
Od początku dziejów historii spotkać można przykłady obecności tych demonicznych istot pośród nas, które wyczyniają z nami różne dziwne rzeczy. Czy można się dziwić, biorąc to pod uwagę, tak dużej ilości nieporozumień, porażek i katastrof, od których się roi w naszej historii! Wystarczy tylko rozważyć inne możliwości zdarzeń, aby ujrzeć to wszystko we właściwym świetle!
Znanych jest z historii kilka przypadków, kiedy na jej scenie pojawiały się ni stąd, ni zowąd nie tylko "sobowtóry", ale także różni nieznani osobnicy, odgrywając czasami decydujące role w punktach zwrotnych naszych dziejów. I to nie zawsze z pożytkiem dla nas.


Jedna rzecz jest dziwna: jak to możliwe, że na błonie utrwaliło się cokolwiek, mimo iż w grocie panował półmrok? Aparat posiada fotometr, który ustawia przysłonę i czas ekspozycji, a kiedy światła jest za mało unieruchamia aparat. Tu jednak to się nie stało. Aparat zadziałał.

Jeszcze jedna dziwna rzecz wypłynęła na światło dzienne. Otóż okazuje się, że trzy lata temu Xavier odwiedził już ten dolmen (w Vallgorguinie). Wówczas również doszło do wystąpienia w jego pamięci "luki w czasie" od godziny 8.00 do 21.00!
Niezbyt jasno pamięta, co się w ogóle działo tego dnia. Jedynym wyraźnym wspomnieniem jest to, że między godziną 11.00 a 19.00 widział unoszące się w powietrzu na wysokości około 10 metrów nad dolmenem dwa trójkątne światła. Wyższy trójkąt był zwrócony "do góry nogami i wchodził w dolny".
Wszystkie barwy widma świetlnego krążyły od jednego wierzchołka do następnego, okrążając jakby każdy z trójkątów. Na zewnętrznym trójkącie światła przesuwały się w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, zaś na drugim (wewnętrznym) zgodnie z nim.

"Sobowtóra" Xaviera widziano w sobotę 16 listopada 1985 roku na Paseo de Colón w Barcelonie. Miał na sobie taką samą hawajską koszulę, jaką miał na sobie Xavier 21 i 22 lipca! Wyglądając na strapionego, "sobowtór" stał na przystanku autobusowym.
Dwa dni później, w poniedziałek 18 listopada, zaczął się okres chłodów. Proszę wyobrazić go sobie chodzącego w tym czasie w hawajskiej koszuli.

15 listopada Xavier został poddany serii rutynowych testów psychologicznych. Przeprowadziła je dr Maria Blanch Cardoner w swojej klinice w Barcelonie. Wszystkie testy przeszedł znakomicie. Według dr Blanch IQ (wskaźnik ilorazu inteligencji) Xaviera wyniósł 111, czyli powyżej normy. Stwierdziła ponadto, że jest zrównoważony i spokojny, bez żadnych odchyleń psychotycznych i  skłonności do konfabulacji i kłamstw.